TU ZJESZ NAJLEPSZE SUSHI W WARSZAWIE

Autor: data: 8 Czerwiec, 2016 Special

Jeśli uważasz się za znawcę japońskiej kuchni, musisz odwiedzić to miejsce. Świeże ryby, miła atmosfera, i dobre ceny. Wiesz już o jakiej warszawskiej „susharni” mowa?

20160323_181526

Witryna lokalu Sushi Studio przy Chmielnej 6 w Warszawie

Na wstępie pragnę zapewnić, że audycja nie zawiera lokowania produktu. Jeśli ktoś tu komuś płacił, to tylko ja, i to nie raz, ale dwa i więcej, i wcale mi nie żal.  Podążając za niezawodną intuicją kulinarną, odkryłam niepozorny, minimalistyczny lokal Sushi Studio na Chmielnej. Dość powiedzieć, że miejsce kusi nie tylko świetnym jedzeniem, ale też dobrymi cenami i miłą obsługą – tu po prostu spotkasz uśmiechniętych ludzi, którzy naprawdę chcą Cię dobrze nakarmić.

No dobrze. Ale czy autorka recenzji zna się na sushi?

Poszukując miejsca z dobrym sushi przeszłam sporo. Po tym, jak podczas dwumiesięcznego  pobytu w Australii nauczyłam się pochłaniać rolki sushi niczym kanapki, po powrocie do Warszawy zaczęłam cierpieć ciężki głód. Odwiedzałam lokale i bary z sushi,  płaciłam słono i wylewałam gorzkie łzy, bowiem niezjadliwe pseudo – japońskie żarcie na bazie ryżu, o konsystencji kamienia, suchości Sahary, i smaku podeszwy, raz za razem potęgowało moją tęsknotę za świeżymi rolkami z Cairns, jedzonymi na ulicznych straganach, na śniadanie, obiad i kolację, w cenie od dwóch do trzech dolarów za rolkę z łososiem, krabami czy świeżym tuńczykiem.

I jak to w życiu bywa, w pewien dzień Wielkiego Tygodnia (czy traktować to jak proroctwo?), zjadłam kolejne wstrętne sushi w okolicach Placu Teatralnego, płacąc za zestaw lunchowy składający się z dziesięciu maku i zupy miso pięćdziesiąt złotych. Opuściwszy lokal byłam wściekła i … wciąż głodna! Podczas gdy mrok począł zalewać ulicę miasta, minęłam Krakowskie Przedmieście, skręciłam z Nowego Światu w Chmielną i… o Eureka! Sushi Studio zachęciło mnie niczym innym, jak świetnym menu powieszonym w bielonej witrynie. Postanowiłam zaryzykować i wejść. Jakże miłe było rozczarowanie, gdy okazało się, że po zamówieniu Special Maki z zapiekanym łososiem, stanowczo polecono mi zaczekać dwanaście minut, bowiem – o chwała i cześć kucharzowi! – maki muszą się zapiec w piekarniku.

12919890_825710117557168_7726215686487685279_n

Zdjęcie zestawu Sushi Studio na FB

Dwanaście minut minęło. Sushi naprawdę wyjęto z piekarnika!

Podano mi sporą porcję ośmiu kawałków. Każdy pachnący ryżem, pieczonym łososiem, świeżym ogórkiem. Nie pożałowano marynowanego imbiru ani wasabi. Sosu sojowego dobrej jakości także miałam pod dostatkiem. No i ten smak! Rozpływające się w ustach kawałki rybiego mięsa, świeżutkie, pyszne, odpowiednio doprawione, świetnie połączone z avokado i sałatą. Ryż, kleisty, ale w idealnej konsystencji. W mgnieniu oka poczułam się jak w Australii, pośród palm kokosowych, z rolką w ręce, z buzią pełną łososia, z napojem kokosowym w dłoni, beztroska i lekka, podczas reporterskiej wyprawy życia.

Odkryjcie to miejsce! Podobno jest ich więcej, i podobno mają fajną aplikację mobilną w której wybierzecie co tylko macie ochotę zjeść.

Szpalta poleca: www.sushistudio.pl

Sandra Borowiecky to jedna z najważniejszych postaci dziennikarstwa młodego pokolenia. Kontrowersyjna, ironiczna, błyskotliwa autorka kilkuset reportaży i artykułów o tematyce społecznej i gospodarczej. W wieku 16 lat pracowała w Super Expressie, potem Radiu Kolor, telewizjach: TVN, TTV, TVN Turbo i Superstacja. Przez dziesięć lat pisała dla gazet lokalnych i ogólnopolskich: Mieszkańca, Gazety Bankowej, Uważam Rze, magazynu Żyj Zdrowo i Aktywnie. Przez pięć ostatnich lat prowadziła dziennikarskiego bloga, który po ogólnopolskim sukcesie reportażu „Wyzysk Polski” przekształciła w niezależny magazyn reporterski Szpalta. Borowiecka jest także autorką scenariuszy sztuk teatralnych „Emigrantka” i „Szeptem do mnie mów”. Ma na swoim koncie powieść napisaną w wieku dwudziestu lat „Przypadek Agaty W.”