ZEZNANIA RAJMUNDA HIRSKE

Nazywam się Rajmund Hirshke. Urodziłem się drugiego stycznia tysiąc dziewięćset dwudziestego roku w Berchtesgaden w Niemczech. Oświadczam, że składam zeznania pozostając w pełni sił umysłowych. Nie łączą mnie, ani nikogo z mojej rodziny, żadne powiązania z Bankiem Watykańskim.

To co wiem mówiłem już wcześniej i to wielokrotnie. W tysiąc dziewięćset czterdziestym szóstym byłem przesłuchiwany jako świadek podczas procesu przeciwko Heinrichowi Himmlerowi, numer akt TNHH jeden dziewięć cztery pięć dwanaście. Dwudziestego września tysiąc dziewięćset czterdziestego trzeciego roku, Reichsfuhrer SS osobiście przywiózł do twierdzy Berghof dwie dziewczynki. Pamiętam to jak dziś. Było ciepło, i od wschodu wiał lekki wiatr, taki jeszcze pachnący latem. Kie- dy dziewczynki wchodziły po schodach na taras, trzymały się za ręce. Miały na sobie identyczne sukienki w maki i krótkie, 271 kręcone włosy w kolorze miodu.Wyglądały jak lalki. Himmler cały czas szedł kilka kroków za nimi. Wyraźnie mu zależało na tym, żeby jak najlepiej wypadły, obie. 

To nie były pierwsze dzieci, które przywiózł do Berghof. Frau Braun od dawna czuła się samotna. Przez wiele miesięcy widziałem wiele innych dziewczynek. Były prezentowane Frau Braun i Panu Adolfowi. Wszystkie były jednak odsyłane, najdalej po kolacji. Te dwie zostały. Pamiętam jaki wyraz twarzy miała Frau Braun, kiedy im się przyjrzała. Była zachwycona. Pan Adolf jak zawsze czekał z tyłu, milczał. Dopiero kiedy Frau Braun wyciągnęła ręce w ich stronę w matczynym geście, pan Adolf rozpromienił się i odetchnął. Dziewczynki wcale nie były przestraszone. Od pierwszej chwili nie bały się ani jej, ani jego. Bo i nie było się cze- go bać. Już kilka minut po przywitaniu zaczęły się bawić z Frau Braun. Dała im lalki, z prawdziwymi włosami i szczotki z włosia dzika, żeby mogły je czesać. Nie mówiły po niemiecku, chociaż zdawały się rozumieć niektóre słowa. Wyglądało na to że ich ojczystym językiem był francuski. Zdarzało się też, że mówiły po polsku. Frau Braun, dotąd nie chciała słyszeć ani słowa w tym języku, ale gdy dziewczynki mówiły między sobą, nie zwracała im uwagi. A przecież Frau Braun nie lubiła Polaków, czasem można było odnieść wrażenie, że bardziej niż pan Adolf Juden. O Juden ona nie wypowiadała się prawie wcale. Widać było, że ten temat sprawia jej przykrość. Chociaż przy panu Adolfie nigdy nie dała tego po sobie poznać.

Adolf Hitler und Eva Braun auf dem Berghof

Adolf Hitler i Eva Braun w twierdzy Berghof. 1942 rok. Źródło: Wikipedia

Tego dnia, kiedy Himmler przywiózł dziewczynki, pan Adolf zabrał go do gabinetu. Wiedziałem dokąd idą, bo wcześniej wiele razy ich śledziłem. Tak, podsłuchiwałem, ale to co słyszałem zawsze zatrzymywałem dla siebie. Odkąd jako młody chłopak zacząłem pracę w Berghof, dopingowałem pana Adolfa i trzymałem kciuki za naszą wygraną. A dzięki temu, że podsłuchiwałem, miałem dostęp do najświeższych informacji z frontu. Pan Adolf nigdy nie poruszał ważnych tematów przy Frau Braun. Wydaje mi się, że nie chciał, żeby o czymkolwiek wiedziała. Nie bywał w Bergen często, ale kiedy już przyjeżdżał, zawsze starał się trzymać ją z dala od tematów o wojnie. Frau Braun chorowała na depresję. Jakiekolwiek złe informacje mogłyby skłonić ją do kolejnej próby samobójczej, tak przynajmniej twierdził pan Adolf, zabraniając nam mówić jej o czymkolwiek. I kazał nam pilnować jej dzień i noc. Właśnie po to przywiózł jej dziewczynki. Żeby przestała myśleć o złych rzeczach. Ona bardzo chciała być matką, bardzo. 

Hitler i dzieci

Adolf Hilter, Eva Braun i dzieci przyjaciół Braun. Źródło: Joemnoster

Wtedy, dwudziestego września, stanąłem pod ścianą w spiżarni i przyłożyłem ucho do kratki wentylacyjnej. Pan Adolf akurat mówił do Himmlera, że obecność dziewczynek w Berghof ma zostać tajemnicą. Ktokolwiek by o tym wspomniał, miał zostać rozstrzelany. Himmler bardzo nalegał, żeby dziewczynki poby- ły z Frau Braun przez kilka tygodni, a potem zostały zwróco- ne. Wiele razy padały z jego ust słowa święty kamień, Francja i Montsegur. Himmler wymieniał też inne miejsca, wspominając nazwisko Otto Rahn, i obaj zgodzili się, że te prace są bardzo ważne dla Trzeciej Rzeszy. Himmler cały czas upierał się, że właśnie dlatego dziewczynki muszą zostać poddane badaniom. Im bardziej nalegał, tym bardziej pan Adolf stawał się nieugięty. Powtarzał tylko, „Eva to z nich wyciągnie, zobaczysz mój drogi”. Himmler wyjechał wściekły i nie zaglądał do Berghof przez wiele tygodni. Pan Adolf zaczął bywać o wiele częściej. Dziewczynki stały się mu bardzo bliskie. Dbał o nie. Dostawały zabawki, ubrania, a kilka razy pan Adolf zgodził się, żeby poleciały do Paryża razem z Frau Braun. Wróciły takie szczęśliwe! Kilka miesięcy później wiosennego dnia w twierdzy znienacka zjawił się Himmler. Stałem w kuchni, pomagając kucharce obierać ziemniaki i widziałem przez okno, że był wściekły. Od progu dopytywał o dziewczynki. Wyglądało na to, że chce je zabrać. Frau Braun nie była zadowolona. Po rozmowie z nim zamknęła się w swoim pokoju. Kazała mi je zabrać. Wtedy pierwszy raz zostałem z dziewczynkami sam. Miałem okazję dokładnie się im przyjrzeć. Choć wyglądały identycznie, w środku bardzo się różniły. Nosiły imiona Zofa i Sara. Frau Braun bez trudu umiała je rozróżnić, bo wiązała im kolorowe wstążki we włosach. Zofi czerwoną, a Sarze niebieską. Te kolory wcale nie były przypadkowe. Zofa była bardziej nerwowa, żywa, chwilami agresywna. Ciągle powtarzała, że ciocia Eva jest dla nich dobra, ale mama była lepsza. Sara od początku nie miała oporów, żeby zwracać się do Frau Braun mamo. Jedynie do pana Adolfa obie zwracały się jednakowo. Nazywały go pappi. I kiedy przyjeżdżał do Berghof, rzucały mu się na szyję. Frau Braun wiele razy była o to zazdrosna. Wmówiła sobie, że dziewczynki bardziej lubią jego, niż ją. I wciąż nalegała, żeby dopełnić formalności. Kilka tygodni później w Berghof znów zjawił się Himmler. Zamknęli się z panem Adolfem w jego gabinecie. Znów położyłem się przy kratce, nadstawiając ucha. 

W tym miejscu nastąpiła cisza, po której dało się słyszeć, że głos mężczyzny zaczyna się łamać, jakby mówienie przychodziło mu z trudem.

Za dużo emocji, przepraszam. Dziś żałuję, że wtedy to zrobiłem. Gdybym nie podsłuchiwał, moje życie pewnie wyglądałoby dziś inaczej… Od początku mówili podniesionymi głosami, szybko, jakby mieli mało czasu. Pan Adolf wyrzucał Himmlerowi, że pod jego nie- obecność pojawia się w Berghof. Oskarżył go, że w ten sposób pogarsza stan psychiczny Frau Braun. Himmler nie słuchał. Po raz pierwszy powiedział o czymś takim jak Ewangelia Apostolic, która pomoże im odnaleźć resztę kamienia. Z tonu jego głosu dało się wywnioskować, że chodzi o jakąś naprawdę wielką sprawę. Próbował tłumaczyć panu Adolfowi, że są już blisko, a nawet mają jakieś starożytne rękopisy. I że na tym etapie 274 potrzebna jest obecność dziewczynek. Wtedy pan Adolf zapytał „ilu?”, a Himmler wspomniał o jakichś trzech mężczyznach z tajemnego bractwa o dziwnej nazwie, coś jakby Chrystus czy Christo. Pan Adolf uderzył pięścią w stół i odpowiedział, że pozwoli mu zabrać dziewczynki tylko, jeśli żaden z członków bractwa nie będzie żył. Himmler zaczął krzyczeć, że to on zna- lazł dziewczynki i są jego własnością. Pan Adolf powiedział wtedy coś, czego nie zapomnę do końca życia. Zwrócił się do Himmlera mówiąc: „To są moje córki Heinrichu. Zofia i Sara to dzieci moje i Evy. Zapamiętaj to.” Trzy dni później dziewczynki zostały adoptowane, ale o tym dowiedziałem się dopiero kilka dni po uroczystym obiedzie, na którym zjawili się najbliżsi przyjaciele pana Adolfa i Frau Braun. Himmlera nie było… Zaraz po tym dostałem rozkaz zawiezienia dokumentów do głównego urzędu Rzeszy w Monachium. Pan Adolf wiedział… On wiedział, że podsłuchiwałem. „A skoro wiesz już tak wiele możesz dowiedzieć się także i o tym”, powiedział i wręczył mi dokumenty. Rano dostałem do dyspozycji dwóch żołnierzy SS i samochód z kierowcą. Pamiętam, że dojechaliśmy w nocy i w Monachium upiliśmy się z esesmanami. Nabrałem odwagi. Otworzyłem teczkę. W środku były dokumenty adopcyjne. Akty urodzenia dziewczynek ściągnięto z Saint Maximin la Sainte Baume. Ich matka była francuską żydówką, a ojciec Polakiem. Przed adopcją nazywały się Trocińskie, to było nazwisko panieńskie ich matki. Po adopcji, ze względu na to że Frau Braun nie była żoną pana Adolfa, dostały jej nazwisko. W dokumentach wyglądało to tak, jakby to ona je adoptowała… Zofia i Sara Braun, urodzone w tysiąc dziewięćset trzydziestym siódmym roku w Monachium. 

Dźwięk zaczął zanikać, jakby płyta się zacięła. Po kilkunastu sekundach głos mężczyzny rozbrzmiał ponownie.

Dziesiątego kwietnia tysiąc dziewięćset czterdziestego piątego w Berghof pojawiło się trzech esesmanów. Powiedzieli, że dostali rozkaz od Himmlera i mają zabrać dziewczynki do Berlina. Frau Braun wpadła w szał. Jednym z wysłanników Himmlera okazał się jej bliski przyjaciel, Herman Fegelein, mąż jej młodszej siostry Gretl. Frau Braun rozkazała mi ukryć dziewczynki. Zabrałem je do bunkra w podziemiach. Nagle Zofia zaczęła się modlić. Zapytałem co to za modlitwa, a ona odpowiedziała że „to modlitwa mamusi do mamusi”. Do dziś pamiętam słowa.

„Zdrowaś Mario, łaskiś pełna, Chrystus Pan z Tobą, Błogosławio- naś Ty między trzema Niewiastami i ród Twój po wieki. Święta Mario, łaskiś pełna, synaś Bożego matką, Błogosławionaś Ty, i błogosławiony owoc łona Twego. Zdrowaś Mario, łaskiś pełna, módl się za nami grzesznymi, Teraz, i zawsze, i po wsze czasy.” Było ciemno, ale latarka dawała trochę światła. Siedząc z boku widziałem, że kiedy Zofia skończyła się modlić, obie wykonały na piersi znak krzyża. I Sara wyszeptała „ani żadnej rzeczy, która jego jest”, wstała, podeszła do mnie i jedną ręką objęła moją dłoń, a drugą wykonała mi na czole znak krzyża. W tamtej chwili dotarło do mnie, że dziewczynki są wyjątkowe. Biła od nich energia, ciepło, coś takiego, co sprawiało, że człowiek zaczynał żałować każdej złej rzecz, jaką w życiu zrobił. Nie zawsze to się czuło, ale wtedy, w bunkrze, tak. Nie da się tego zapomnieć. Jeśli mogę czegokolwiek żałować, to tylko tego, że nie mogłem być z nimi dłużej. Kilka dni po nieudanej próbie porwania dziewczynek, Frau Braun wyjechała do Berlina, gdzie czekał na nią pan Adolf. Dziewczynki zostawiono pod opieką moją i dwóch nianiek. Następnego dnia przyjechał konwój esesmanów poprzebieranych za wieśniaków i zabrali nas, a także dwa psy, Blondi i Huse. Zaraz po naszym wyjeździe twierdza Berghof została zbombardowana. Ulokowali nas w austriackim klasztorze, zrujnowanym i spalonym, ale było jeszcze kilka łóżek i w kuchni dało się coś przygotować. Kilku mnichów zostało, nie wychodzili z cel. W nocy karmili tylko psy i wyprowadzali je na spacer, bo to nakazał im jeden z esesmanów. Tydzień później dołączyli do nas Frau Braun i pan Adolf. Byli wycieńczeni i też mieli na sobie przebrania. Wieczorem pan Adolf zabrał psy na spacer. Poprosił mnie, żebym mu towarzyszył. Pomogłem mu podać im truciznę i zakopać. Wtedy pierwszy i jedyny raz widziałem jak płakał… Byłem z nimi przez jeszcze jeden dzień. Opieko- wałem się dziewczynami, kiedy Frau Braun i pan Adolf szykowali wszystko do wyjazdu. Następnego dnia późnym wieczorem przyjechał cywilny samochód. Furgonetka z wymalowanymi po bokach czerwonymi krzyżami. Frau Braun i Pan Adolf znów mieli na sobie ubrania, których nie zwykli nosić na co dzień. Byli przebrani w brudne łachmany. Gdybym nie wiedział że to oni, nigdy bym ich nie poznał. Dziewczynki miały na sobie sukienki i grube palta. Płakały. Prosiły pappi żeby zabrał mnie z nimi. Pan Adolf nie widział takiej możliwości i powiedział mi o tym. Poza tym chciałem wrócić do Berghof, do matki. Nigdy więcej ich nie spotkałem. 

Fragment książki Ani żadnej rzeczy S.M.Borowiecky. Pierwszą i drugą część porywającej historii nierozliczonych zbrodni nazistów, ich współpracy z Watykanem, Czerwonym Krzyżem i USA, przy organizacji ucieczki zbrodniarzy nazistowskich do Argentyny, Brazylii i Peru zamówisz tu: http://szpalta.com/ani-zadnej-rzeczy-powiesc/

Dzięki tym książkom zrozumiesz, dlaczego coraz częściej świat pozwala na formułowanie stwierdzeń „polskie obozy zagłady”.

Sandra Borowiecky to jedna z najważniejszych postaci dziennikarstwa młodego pokolenia. Kontrowersyjna, ironiczna, błyskotliwa autorka kilkuset reportaży i artykułów o tematyce społecznej i gospodarczej.