ZAMAWIASZ? PŁACISZ? ZŁOTÓWKI TRACISZ!

Autor: data: 16 Sierpień, 2015 Sytuacje

Zamierzasz zamówić taksówkę? Lepiej uważaj, bo może się okazać, że drogo za to zapłacisz.

41124376_m

Godzina 9.40. Zamawiam taksówkę w korporacji Grosik Taxi. Pani z centrali przyjmuje zgłoszenie. Wyraźnie zaznaczam, że proszę o przyjazd samochodu na przystanek autobusowy. Na koniec krótkiej rozmowy słyszę, że taksówka przyjedzie za 10 minut. Pędem biegnę na przystanek. Po kilku minutach dzwonię jednak do korporacji, żeby uprzedzić, że mogę się spóźnić jakieś pięć, siedem minut.

Co mam zrobić? Odwołać taksówkę? Zamówić nową? To zajmie wiele cennych minut, a i tak jestem już spóźniona na reportaż.

Pani z centrali lodowatym tonem informuje mnie, że po pięciu minutach od ustalonej na początku godziny przyjazdu taksówkarz włączy licznik, naliczając opłatę za czekanie. Co mam zrobić? Odwołać taksówkę? Zamówić nową? To zajmie wiele cennych minut, a i tak jestem już spóźniona na reportaż.

Biegnę więc jak zaszczute zwierzę, obawiając się, że nie daj boże taksówkarz będzie zły albo odjedzie, pal licho te parę złotych (ile właściwie?) kary…
Dzwonek telefonu. Tym razem męski zdecydowany głos pana z centrali Grosik Taxi informuje mnie o nowym problemie – nie dosyć, że taksówkarz włączy taksometr na czas oczekiwania, to jeszcze nie może zatrzymać się przy przystanku, więc kiedy dotrę na miejsce, mam zadzwonić znowu na centralę i poinformować, że już jestem, żeby mógł po mnie prędziutko podjechać.

Kiedy taksówka nadjeżdża o 10.01 (teraz to ja czekam na nią) na taksometrze poza 8 złotymi opłaty podstawowej, widnieje dodatkowa kwota 2,70. Ostra dyskusja z kierowcą w trakcie jazdy upewnia mnie, że sprawa pachnie brzydko i to nie paliwem.

Tak nie wolno?!

W cennikach widocznych w internecie żadna z korporacji nie informuje o naliczaniu opłaty za czekanie w sytuacji, gdy klient się spóźnia. Pojawia się jedynie informacja o opłacie za godzinę postoju – 40 złotych.

Po pierwsze próbuję zorientować się w sytuacji. Wchodzę na stronę korporacji Grosik Taxi, w poszukiwaniu cennika usług. Nie ma go, tak samo jak regulaminu przewozów. Próbuję dodzwonić się do biura firmy. Po wielu minutach czekania na połączenie rezygnuję. Granice cierpliwości mam mocno rozciągliwe, ale nie aż tak.
Sprawdzam jak sytuacja wygląda w innych warszawskich korporacjach. Wawa Taxi i MPT potwierdzają, że u nich też naliczane są opłaty za czekanie na klienta – 5 minut albo 10, to granica maksymalna, po tym czasie kierowcy włączają liczniki.

Sprawdzam na stronach internetowych powyższych korporacji i dodatkowo korporacji Sawa Taxi czy informują o tym w regulaminach i cennikach. Regulaminów na stronach internetowych nie ma żadna z powyższych firm, MPT w sprawie ewentualnych wątpliwości proponuje mi wysłanie e-maila do działu marketingu. W cennikach widocznych w internecie żadna z korporacji nie informuje o naliczaniu opłaty za czekanie w sytuacji, gdy klient się spóźnia. Pojawia się jedynie informacja o opłacie za godzinę postoju – 40 złotych.

Dotychczas gdy zamawiałam taksówki przez telefon, ani razu nikt nie poinformował mnie o dodatkowych opłatach. W korporacjach, które o to pytam słyszę odpowiedź, że nie muszą, bo to ja jako klient powinnam sprawdzić zasady i cennik przewozu w danej firmie zanim zdecyduję się skorzystać z ich usług. Ale gdzie skoro na stronach internetowych nie ma o tym ani słowa? Mam mętlik w głowie. Nadal nie rozumiem czy naliczanie opłaty za czekanie na klienta jest zgodne z prawem i według jakiego cennika się odbywa.

A jednak można… Chyba.

Dzwonię do Działu Licencji Taksówkowych Urzędu Miasta. Oficjalnie zostaję odesłana do Biura Prasowego, nieoficjalnie udaje mi się ustalić, że taksówkarz ma prawo do włączenia taksometru i naliczania opłat dopiero w chwili, kiedy klient wsiądzie do taksówki.
Inne zdanie na ten temat ma Pan Michał Więckowski, przewodniczący Związku Zawodowego Taksówkarzy Miasta Warszawy. Jak tłumaczy naliczanie opłat za oczekiwanie taksówki na klienta powyżej ustalonego czasu jest zgodne z prawem, ponieważ klient zamawiając taksówkę na określoną godzinę, zawiera ustnie umowę cywilną z przewoźnikiem, która to umowa zaczyna obowiązywać od chwili podstawienia taksówki.

Opłata jest naliczana za każdą minutę na podstawie cennika za godzinę postoju (40 złotych, sic!). A co z regulacjami Urzędu Miasta? Nic, bo te nie mają wpływu na szczegóły cenników korporacji taksówkarskich, w tym także na opłaty dodatkowe ustalane indywidualnie przez kierowców i korporacje.

Do tego wszystkiego dochodzi fakt, że wielu taksówkarzy (jeśli nie większość) prowadzi działalność gospodarczą i kontrolowanie ich przez korporacje bywa mocno ograniczone. W tej konkretnej sprawie nasuwa mi się po pierwsze pytanie o etykę takiego działania, po drugie obawa o ilość nieścisłości dotyczących cenników, a po trzecie, najważniejsze, co z sytuacjami, kiedy to klient musi czekać na taksówkę, która spóźnia się często nie pięć, ale piętnaście czy dwadzieścia minut. Czy tu także obowiązują reguły umowy cywilnej? Okazuje się że tak i w związku z tym klient ma prawo dochodzić odszkodowania od taksówkarza albo korporacji (jeśli uda mu się ustalić kto odpowiada za jego przewóz).

Nie powinnam podczas rozmowy wspominać o spóźnieniu, ale poinformować o zmianie godziny zamówienia taksówki, bo akurat do tego mam pełne prawo.

W tym konkretnym przypadku, popełniłam zasadniczy błąd, dzwoniąc ponownie do centrali korporacji – nie powinnam podczas rozmowy wspominać o spóźnieniu, ale poinformować o zmianie godziny zamówienia taksówki, bo akurat do tego mam pełne prawo. Co do stawki 2,70 naliczonej za cztery minuty czekania taksówki (plus czas dojazdu taksówkarza na przystanek za który również zapłaciłam), jest to kwestia otwarta i mogę złożyć reklamację do centrali (dwa razy w rynnę raz w parapet, bo inny kontakt z dyrekcją Grosik Taxi graniczy z cudem), albo skargę do odpowiedniego wydziału Urzędu Miasta.
Nie mam nic przeciwko naliczaniu opłat klientom, którzy spóźniają się piętnaście, dwadzieścia minut nie uprzedzając o tym korporacji telefonicznie. Włączanie taksometru po pięciu minutach spóźnienia klienta, kiedy za samo podstawienie samochodu naliczana jest opłata 8 złotych, to jednak przesada. I pomyśleć, że taksówkarze proszą zazwyczaj, by nie trzaskać drzwiami przy wysiadaniu.

Sandra Borowiecky to jedna z najważniejszych postaci dziennikarstwa młodego pokolenia. Kontrowersyjna, ironiczna, błyskotliwa autorka kilkuset reportaży i artykułów o tematyce społecznej i gospodarczej. W wieku 16 lat pracowała w Super Expressie, potem Radiu Kolor, telewizjach: TVN, TTV, TVN Turbo i Superstacja. Przez dziesięć lat pisała dla gazet lokalnych i ogólnopolskich: Mieszkańca, Gazety Bankowej, Uważam Rze, magazynu Żyj Zdrowo i Aktywnie. Przez pięć ostatnich lat prowadziła dziennikarskiego bloga, który po ogólnopolskim sukcesie reportażu „Wyzysk Polski” przekształciła w niezależny magazyn reporterski Szpalta. Borowiecka jest także autorką scenariuszy sztuk teatralnych „Emigrantka” i „Szeptem do mnie mów”. Ma na swoim koncie powieść napisaną w wieku dwudziestu lat „Przypadek Agaty W.”