WOLNOŚCI SŁOWA NIE MA

Autor: data: 8 Październik, 2015 Opinie

Wolności słowa w mediach już nie ma. Prawdziwych odbiorców zresztą też. Wszystko zastąpiła zależna niezależność, rozumiana jako głośne przywiązanie do poglądów prawej lub lewej strony sceny politycznej i biznesowych układów.

💋

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika dodaqueen (@dodaqueen)

Jeżeli Dorota Rabczewska dostaje grzywnę za słowa o tym że „bardziej wierzy w dinozaury niż w Biblię” i „ciężko wierzyć w coś, co spisał jakiś napruty winem i palący jakieś zioła”, a Trybunał Konstytucyjny oddala jej skargę, to pytam jaka kara powinna zostać nałożona na kapelana Solidarności ks. Małkowskiego, który publicznie łaja byłego prezydenta mówiąc o nim „pajac, który kompromituje się do cna i ośmiela się świętokradczo przyjmować komunię świętą”.

Jeżeli dziennik Rzeczpospolita publikuje artykuł o tym, że co siódmy Polak rozważa emigrację, a kilka godzin później TVP Info podaje, że stopa bezrobocia spadła do najniższego poziomu od siedmiu lat i powołuje się przy tym na wypowiedzi ministra pracy i polityki społecznej, to pytam kto komu próbuje wcisnąć kit – publiczne media, zwalniające na potęgę najlepszych pracowników, opanowane przez polityczne układy i układziki czy dziennik Hajdarowicza, znanego biznesmena, który ma we władaniu także takie tytuły jak Sukces, Uważam Rze, Bloomberg Businessweek Polska czy Parkiet i znany jest z ostrego traktowania niepokornych dziennikarzy (patrz sytuacja ze skargą ks. Kazimierza Sowy na krytyczny artykuł Tomasza Krzyżaka z dodatku weekendowego „Plus Minus”).

Jeżeli Ewa Wanat zostaje wyrzucona za mordę z radia RDC za wyrażenie prywatnej opinii, która jest mi bliższa niż postać samej legendarnej Wanat (której mimo wszystko nie muszę lubić), a zarząd rozgłośni czuje się uprawniony do publicznego rozliczania zasadności jej wypowiedzi, to pytam kto jeszcze kiedykolwiek odważy się głośno napomknąć o tym, co kontrowersyjne i nieoczywiste, nie bojąc się, że jutro nie będzie miał stołka w redakcji.

Jeżeli prowadzący „Wiadomości” Krzysztof Ziemiec zostaje zlinczowany za zdjęcie wrzucone do sieci w dniu zaprzysiężenia nowego prezydenta, w którym z uśmiechem unosi w górę dwa palce, nie komentując i nie propagując żadnej teorii spiskowej, to pytam czy jeśli zrobię sobie zdjęcie na tle bilbordu z kampanii parlamentarnej, wystawiając środkowy palec, będę uznana za wroga „wolności”?

Jeżeli  gigant dziennikarstwa, Magdalena Rigamonti, pisze o bulwersującej sprawie doktora Chazana i dostaje za to w twarz od prawej strony mediów, to pytam co po ogłoszeniu decyzji przez Trybunał Konstytucyjny w sprawie klauzuli sumienia mają zrobić młodsi dziennikarze z prawej lub lewej strony, do których przyjdą ludzie pokrzywdzeni przez lekarzy powołujących się na klauzulę, brzmiącą niczym pakt z diabłem.

Jeżeli w mediach na lewo mówi się, że  Antoni Macierewicz na spotkaniu z Polonią w Chicago oskarża Donalda Tuska o współpracę ze Stasi i nikomu z dziennikarzy nie przyjdzie do głowy, żeby sprawdzić czy te słowa nie padły z ust – na przykład – kogoś kto siedział na sali, to pytam co mam myśleć o propagandzie antypisowskiej, ba, co mam myśleć o dziennikarskiej rzetelności lewej strony mediów.

Jeżeli czytam książkę, fikcyjną, w żadnym razie niezwiązaną z realnymi zdarzeniami, i jest bliższa mojemu sercu niż sytuacje spotykające kolegów dziennikarzy i odbiorców ich twórczości, to pytam, co zrobić z tematami, które nie pasują ani do prawej, ani lewej strony mediów, a które powinny być „ponad”? Co zrobić ze sprawami, które nie wywołają ogólnego zrozumienia, tylko przerażający podział na zwolenników i przeciwników, mających na myśli jedynie swój własny, polityczno-propagandowy interes?

Takiej wolności słowa nie mogliśmy sobie chyba nawet wyśnić w najgorszym koszmarze. Mamy prawo zachować milczenie. Wszystko czego nie powiemy może zostać wykorzystane przeciwko nam. A jak chcecie prawdy o mediach, poczytajcie lepiej nową powieść Davida Lagercarntza „Co nas nie zabije”:

mil_mini

Sandra Borowiecky to jedna z najważniejszych postaci dziennikarstwa młodego pokolenia. Kontrowersyjna, ironiczna, błyskotliwa autorka kilkuset reportaży i artykułów o tematyce społecznej i gospodarczej. W wieku 16 lat pracowała w Super Expressie, potem Radiu Kolor, telewizjach: TVN, TTV, TVN Turbo i Superstacja. Przez dziesięć lat pisała dla gazet lokalnych i ogólnopolskich: Mieszkańca, Gazety Bankowej, Uważam Rze, magazynu Żyj Zdrowo i Aktywnie. Przez pięć ostatnich lat prowadziła dziennikarskiego bloga, który po ogólnopolskim sukcesie reportażu „Wyzysk Polski” przekształciła w niezależny magazyn reporterski Szpalta. Borowiecka jest także autorką scenariuszy sztuk teatralnych „Emigrantka” i „Szeptem do mnie mów”. Ma na swoim koncie powieść napisaną w wieku dwudziestu lat „Przypadek Agaty W.”