TOTUS TUUS POLONIAE POPULUS, CZYLI JAK KOŚCIÓŁ MANIPULUJE MEDIAMI

Autor: data: 7 Kwiecień, 2016 Opinie

Zaostrzenie zamieszania wokół ustawy antyaborcyjnej ma na celu odwrócenie uwagi społeczeństwa od faktów. A te są takie, że Episkopat od trzynastu lat konsekwentnie realizuje swój plan współrządzenia Polską, i nikt nie ma interesu w tym, żeby mu przeszkodzić.

Konkordat

Komu zależy na ochronie życia poczętego? Czy mogą to być ci sami ludzie, którzy byli obecni – w formie władzy lub opozycji – podczas tworzenia ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży ze stycznia 1993 r? Czy mogą to być ci sami, którzy kilka miesięcy później zasiedli przy wspólnym stole z przedstawicielami Konferencji Episkopatu Polski, i podpisali Konkordat? I czy zbieżność w czasie tych dwóch wydarzeń naprawdę jest przypadkowa, i pozostaje bez wpływu na najbardziej restrykcyjną ustawę antyaborcyjną w skali Europy? Proszę się nie oburzać, ale doczytać do końca.

Wykorzystam Państwa zaciekawienie, i może złość, by postawić kolejne trudne pytania. Czy media, te same, które z takim zaangażowaniem malują od kilku dni miraże społecznego oburzenia na możliwość zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej – fakt, że bliską czasom obowiązywania traktatu Malleus Maleficarum – mogłyby świadomie wykorzystywać manipulację, by ukryć prawdę o tym, co tak naprawdę łączy je z Kościołem?

Przykazanie I – Nie zadzieraj z Watykanem

Rozszerzający się rząd dusz, ciał, i gruntów, jest naturalną konsekwencją negocjacji dyplomatycznych, ustaw i Konkordatu.

Proszę Państwa, nie miejmy złudzeń. Kościołowi nie zależy na kobietach, na ich płodach tym bardziej. Kościół, jako instytucja, odrębna wobec państwa i o wielkich wpływach, po prostu wyciąga łapę po to, co mu się zgodnie z prawem i wolą polityczną, należy. Kościół nie oczekuje czegoś, czego mieć nie może i czego wie, że nie dostanie. Kościół odcina kupony od tego, cośmy mu sami, przez grzech zaniechania i głupoty, dali dawno temu. Rozszerzający się rząd dusz, ciał, i gruntów, jest naturalną konsekwencją negocjacji dyplomatycznych, ustaw i Konkordatu. Jest kolejnym realnym (dodajmy że w okrągłą rocznicę Chrztu Polski), odnowieniem pieczęci na umowach, w ramach których jedna ze stron udziela politycznego poparcia, a druga w zamian daje wpływ na realną władzę, władzę, której i tak sama nie udźwignie, biorąc pod uwagę ciężar podjętych zobowiązań wobec Watykanu.

W 1993 roku, Ani Kwaśniewski, ani Buzek z Episkopatem nie chcieli zadzierać. Przekazywanie majątku odbywało się tajnie, i do dziś nikt nie wie, ile tego właściwie Kościół przejął (idealna forma prywatyzacji, prawda?) Żadne to teorie spiskowe, skoro były poseł Tomasz Nałęcz, dopiero co przyznał w wywiadzie dla Rzeczpospolitej, że Jan Paweł II sprzyjał Kwaśniewskiemu. W tamtych latach, tak samo jak dziś, dobrze mieć za sobą kościelnych hierarchów. Historia uczy, że budowanie każdej zmiany ustrojowej, nawet prowadzącej do tak fatalnych zdarzeń, jak działalność skrajnych nacjonalistów, wymaga najpierw zdobycia poparcia Państwa Kościelnego. Oczekiwanie, że kraj tak poraniony i pełen sprzeczności jak Polska, mógłby postąpić inaczej, jest tak samo głupie, jak pytanie o to, czy da się szybko cofnąć skutki neoliberalno- klerykalnego eksperymentu ostatnich dwudziestu siedmiu lat.

K. Art. 27

Przykazanie II – Majątek rzecz święta

To, że Episkopat bez pardonu upomina się dziś o płody, macice i pochwy, jest po prostu elementem scenariusza.

Biorąc pod uwagę przewagę, z jaką w 1989 roku wystartował Kościół uzyskując podpisanie wyjątkowo korzystnej ustawy o stosunku Państwa do Kościoła katolickiego, dalszy rozwój wypadków był łatwy – czytaj jak zwykle trudny po czasie – do przewidzenia. Wtedy, tak jak dziś, pojawiał się argument „wynagrodzenia za ograbienie Kościoła w okresie PRL-u”, który można tłumaczyć nie inaczej, niż jak „poprzemy waszą politykę z ambony, ale jesteście nam za to winni jeszcze więcej władzy i majątku”. I znów powtórzę. W tym wypadku prawa kobiet, ortodoksyjne postrzeganie przez Kościół w Polsce ich roli w społeczeństwie (wbrew temu, co głosi Papież Franciszek, posądzany o nieroztropność), ich prawo do decydowania o przerwaniu ciąży, są tu niestety drugorzędne. To trochę tak, jak z drugoplanowym aktorem, który musi czekać, aż reżyser wreszcie zdecyduje się dać mu rolę, a kiedy już ją dostanie, mimo że to tylko epizod, dla niego to rola życia.

Dajmy na to, że ktoś wystawia szmirę, i każe nam grać, mimo że nie chcemy. To, że Episkopat bez pardonu upomina się dziś o płody, macice i pochwy, jest po prostu elementem scenariusza. Ustawa antyaborcyjna jest aktorką drugiego planu, a kobiety – znów podle wykorzystane przez Kościół  – stają się rekwizytami. Udział mediów, cały ten szum, jaki wytworzono w ostatnich dniach, to element planu, który zakłada stworzenie takiego zamieszania, w którym już nikt z widowni nie będzie się w stanie połapać. A kiedy na scenie dzieją się rzeczy straszne, w garderobie trwa zabawa. Ustawa rolna, to doprawdy wielka rzecz, a okazji do tego, by ugrać tak wiele, w tak niedługim czasie, nie było od prawie trzydziestu lat.

M jak niemiłosierna manipulacja

Wywołane do tablicy media i ich rola w życiu społeczno – kościelnym, wymagają jasnego postawienia sprawy. Otóż gdyby dziennikarze naprawdę chcieli pomóc społeczeństwu, naprawdę dbali o interes narodu, a vox populi uznawali za najważniejszy (co im się dotąd nie zdarzyło), mielibyśmy do czynienia z czymś niezwykłym, czego nigdy dotąd nie było (i czego, jak sądzę, nigdy nie będzie). Mianowicie usłyszelibyśmy na równi z odważnym nawoływaniem do protestów ulicznych (których bezsens nieodmiennie mnie zadziwia), wzywanie do bojkotu nabożeństw niedzielnych, do okazania tym najsurowszej i najbardziej dotkliwej dla Episkopatu formy kary – wzbudzenia poczucia, że mury Kościoła zaczynają się kruszyć, a żadna władza, zwłaszcza taka, która ogranicza prawa narodu stojąc w  sprzeczności z ustawą zasadniczą, nie jest dana na zawsze. Tymczasem mamy irytującą awanturę, marne prowokacje, przepychanki słowne idące standardowo od lewa do prawa, i na odwrót.  Setki tekstów, analiz, dysput i pustych publicystycznych zapewnień o słuszności racji jednej lub drugiej strony politycznej sceny. Mamy, po raz kolejny w okresie po „wolnych” wyborach, udawanie, że nie ma mowy o korporacjach,  interesach, czasie antenowym i ilości wierszy w szpalcie, ani tym, kto za ten czas, za te artykuły, za te reklamy płaci. Tymczasem fakty są takie, że od 1989 roku, KAŻDE media, nawet te należące do Rydzyka, boją się Kościoła – w mniejszym lub większym stopniu, bowiem ten ma równie nieograniczone wpływy, co nieznane są wyroki boskie. Wystarczy zadać pytanie, gdzie do cholery były media lewicujące, kiedy regulowane były kwestie majątku kościoła i podpisano Konkordat, i gdzie były w długim okresie po 1989 roku, kiedy zawiązywało się bliskie przymierze na linii Rządu i Kościoła. Zręcznym susem wracając do tego co dziś, wystarczy zapytać, ile potrwa szum wokół ustawy antyaborcyjnej, i ile reportaży, ile dokumentów, zostało przygotowanych dotychczas na temat turystyki aborcyjnej i podziemia aborcyjnego, wyłączając głośną sprawę, od niedawna jasnogórskiego wieszcza od praw płodu, doktora Chazana, o której wszyscy, wszystko już powiedzieli, nie osiągając choćby cienia porozumienia.

Drodzy koledzy po fachu. CI układni politycznie, i ci, co cenią obiektywne, trudne, prawdziwe dziennikarstwo. Przestańcie brać udział w kolejnej manipulacji społeczeństwem. Nie pokazujcie, jak grupka kobiet wychodzi z kościoła, skoro wszyscy wiemy, że to była prowokacja, że żadna kobieta, tak na prawdę, pod wpływem silnych emocji, nie wykazała się odwagą okazania sprzeciwu. Przestańcie robić z ludzi idiotów. Zapytajcie Kościół o majątek, o to, co i gdzie zamierzają jeszcze dokupić, i co tam pobudują, komu sprzedadzą, za jakie kwoty i kto na tym zyska, a kto znów straci, i ile z tego zamierzają przeznaczyć na pomoc matkom i dzieciom. Niech rzuci kamień ten, kto jest bez winy. Niech odłoży kamerę i mikrofon ten, to miał w ręce kamień i srebrniki.

Sandra Borowiecky to jedna z najważniejszych postaci dziennikarstwa młodego pokolenia. Kontrowersyjna, ironiczna, błyskotliwa autorka kilkuset reportaży i artykułów o tematyce społecznej i gospodarczej. W wieku 16 lat pracowała w Super Expressie, potem Radiu Kolor, telewizjach: TVN, TTV, TVN Turbo i Superstacja. Przez dziesięć lat pisała dla gazet lokalnych i ogólnopolskich: Mieszkańca, Gazety Bankowej, Uważam Rze, magazynu Żyj Zdrowo i Aktywnie. Przez pięć ostatnich lat prowadziła dziennikarskiego bloga, który po ogólnopolskim sukcesie reportażu „Wyzysk Polski” przekształciła w niezależny magazyn reporterski Szpalta. Borowiecka jest także autorką scenariuszy sztuk teatralnych „Emigrantka” i „Szeptem do mnie mów”. Ma na swoim koncie powieść napisaną w wieku dwudziestu lat „Przypadek Agaty W.”