TAKIEGO TRENINGU JESZCZE NIE MIAŁEŚ

Autor: data: 13 Lipiec, 2016 Special


I w górę, i w dół, machamy rączkami, skłon i wyprost, podskok i... konasz po godzinie ćwiczeń, marząc tylko o prysznicu i czymś, co zaspokoi wilczy głód po utracie kalorii. A gdyby tak podejść do sprawy inaczej, i potraktować mięśnie prądem?

20160706_114512

Przed treningiem.Niewinnie wyglądające kombinezony wiszą w kącie.

Nie powiem że na początku nie było strachu, bo był. Z Anną Ambroziak, trenerką, właścicielką warszawskiego studia XTRA BODY Studio EMS przy Stawki 8, spotykam się w pewne chłodne, letnie przedpołudnie. Wszystko tu pachnie nowością. Panuje kameralna atmosfera. No i na piętrze znajduje się sala ćwiczeń, a w niej sprzęt rodem z kultowych Gwiezdnych Wojen.

ELEKTROCO?

Trening EMS jest oparty na elektrostymulacji mięśni. W praktyce wygląda to tak, że po założeniu specjalnego kombinezonu, w trakcie treningu delikatny prąd przechodzi przez ciało, pobudzając do pracy nawet te mięśnie, o których nigdy nie mieliśmy pojęcia. Prace badawcze nad wykorzystaniem elektrowstrząsów trwały kilka lat, i zdaniem naukowców, ta metoda ćwiczeń jest całkowicie bezpieczna, nawet dla osób z kontuzjami, chorobami serca, problemami stawowymi i innymi dolegliwościami, które dyskwalifikują możliwość tradycyjnego treningu na siłowni, czy biegania. Trening EMS pomaga poprawia metabolizm, przyśpiesza utratę tkanki tłuszczowej, pobudza mięśnie i zwiększa ich wydajność, zapobiega osteoporozie, a nawet pomaga leczyć bóle kręgosłupa. No dobrze, dość tego zachwalania. Czas przejść do tego, jak taki trening wygląda w praktyce.

20160706_114813

Taki kombinezon trzeba założyć przed rozpoczęciem treningu. Specjalne nakładki nasącza się wodą, żeby przewodziły prąd, a wszystkie pasy w kombinezonie, po ściągnięciu powodują lepsze przyleganie elektrod do ciała.

PRĄDEM I WYSIŁKIEM

Raz, dwa, trzy, zrzucamy ubranie, zakładamy specjalny strój (spodenki i koszulka, do wypożyczenia lub kupienia w studiu), i idziemy wcisnąć się w kombinezon. Od pierwszej chwili  jest z nami trener. Przed rozpoczęciem ćwiczeń, wypełnia z nami szczegółową ankietę – warto też pozwolić na wykonanie analizy składu ciała. Ważne jest także zmierzenie ciśnienia, przed i po treningu.

Kiedy przygotowania za nami, czas na najlepszą część – zakładanie kombinezonu. Kable, kabelki, specjalne nakładki, w sumie cały sprzęt waży około trzech kilogramów. Trener najpierw musi nas podłączyć do prądu (chyba każdy pasażer Nostromo by się ucieszył), a potem wspólnie z nami ustalić poziom natężenia elektrostymulacji. Poszczególne nakładki na udach, biodrach, brzuchu, klatce piersiowej, ramionach, plecach, działają każda osobno, co oznacza, że w tych wszystkich miejscach czujemy mrowienie i lekkie drganie ciała, do czego dość szybko można się przyzwyczaić. Sztuka polega na tym, żeby przez cały czas napinać mięśnie. W sumie to największa zaleta treningu, bo przez całe trzydzieści minut, stojąc przed ogromnym lustrem, mając obok jedynie trenera, można naprawdę dokładnie poobserwować własne ciało, poczuć mięśnie, skorygować postawę, i zmotywować się do dalszego wysiłku.

20160706_122707

Wypróbowaliśmy trening, teraz możemy polecać.

ZA I PRZECIW

Już w trakcie pierwszego treningu zapisałam w pamięci jedno zdanie, którym muszę się z Wami podzielić. Otóż jak długo żyję i ćwiczę, nie spotkałam treningu tak poprawiającego nastawienie do samego siebie, poprawiającego humor i działającego pozytywnie na samoocenę. Siłownia, bieganie, to patrzenie w dal, lekkie rozproszenie uwagi, tu zaś mówimy o całkowitym przebywaniu tu i teraz, w którym Ja to ja, a moje ciało, to moje ciało, któremu muszę poświęcić maksimum cierpliwego obserwowania. Trzydzieści minut podzielone na trening wysiłkowy i kardio, mija szybko, a w tym czasie tracimy 1200 kalorii (taki wskaźnik jest oficjalny).  Tak naprawdę, można stracić nawet 1700 kalorii – przynajmniej ja tyle straciłam, a do najbardziej wysportowanych raczej nie należę. Na koniec masaż, i dużo, dużo wody, bo organizm musi uzupełnić to, cośmy z siebie wypocili.

Jedną z niewielu wad treningu, jest możliwy opór przed założeniem kombinezonu. Pierwsze chwile nie są łatwe, do prądu przepływającego przez mięśnie trzeba się przyzwyczaić. Poza tym, nie mogę nie napisać, że maksymalna efektywność i jakość treningu, ma swoją cenę, która nie jest najniższa. Za miesięczny karnet trzeba zapłacić kilkaset złotych.  I nawet jeśli nie będzie Was stać na regularne ćwiczenia, warto skorzystać z treningu choć raz, żeby poczuć różnicę i zrozumieć, jak pracują mięśnie. Poprawa motywacji i samopoczucia gwarantowane.

Trening próbny kosztuje 29 zł.

Po więcej informacji warto zajrzeć na www.xtrabody.pl

Sandra Borowiecky to jedna z najważniejszych postaci dziennikarstwa młodego pokolenia. Kontrowersyjna, ironiczna, błyskotliwa autorka kilkuset reportaży i artykułów o tematyce społecznej i gospodarczej. W wieku 16 lat pracowała w Super Expressie, potem Radiu Kolor, telewizjach: TVN, TTV, TVN Turbo i Superstacja. Przez dziesięć lat pisała dla gazet lokalnych i ogólnopolskich: Mieszkańca, Gazety Bankowej, Uważam Rze, magazynu Żyj Zdrowo i Aktywnie. Przez pięć ostatnich lat prowadziła dziennikarskiego bloga, który po ogólnopolskim sukcesie reportażu „Wyzysk Polski” przekształciła w niezależny magazyn reporterski Szpalta. Borowiecka jest także autorką scenariuszy sztuk teatralnych „Emigrantka” i „Szeptem do mnie mów”. Ma na swoim koncie powieść napisaną w wieku dwudziestu lat „Przypadek Agaty W.”