RESTAURACJA KONTRA EMIGRACJA, CZYLI JAK WIADOMOŚCI MANIPULUJĄ WYPOWIEDZIAMI

Autor: data: 21 Lipiec, 2017 Sytuacje

W dniu 20 lipca 2017 roku, w głównym wydaniu „Wiadomości”, Telewizja Polska wyemitowała reportaż na temat nieprawdopodobnie ekscytujących wyników polskiej gospodarki i boomu związanego z powrotem emigrantów do Polski. Z iście gombrowiczowskiego materiału wynikało, że raduję się jak głupia, występując jako główna orędowniczka powrotowej fali ucieszonych obywateli i obywatelek, których jedynym marzeniem jest zetknięcie się z superlatywami obecnej sytuacji społeczno – polityczno – gospodarczej, panującej w naszym kraju. Z tego samego materiału wynikało również, że powróciwszy do kraju cztery lata temu, uciemiężona skrajnym przepracowaniem w niewyobrażalnie trudnych warunkach, jestem dziś „głównym głosem emigracji”, którego należy niezwłocznie usłuchać - zapakować manatki i pędem pognać na lotnisko, nie zważając na ceny biletów do Polski, bowiem raj utracony czeka otworem.

TVP WIADOMOŚCI

Jako że nie prowadzę prostytucji intelektualnej wobec żadnej władzy, czego wyraz dałam niejednokrotnie tak w ramach listu i reportażu którymi zainteresowały się media w 2013 roku i później, nie mogę zgodzić się z tak jawną, ordynarną, wstrętną i obelżywą nie tyle dla mnie, ile dla przebywających na emigracji Polaków.

Do dnia wczorajszego, działając jako osoba niezwiązana całkowicie z żadnym ruchem politycznym, z żadną partią, władzą ani pseudowładzą, miałam w poważaniu opinie na temat działalności redakcji „Wiadomości”. Obiektywnie nie byłam zainteresowana opowiadaniem się po żadnej z medialnych stron. Tak więc skoro tylko zabrzęczał dzwonek mego telefonu, zgodziłam się udzielić wypowiedzi do reportażu na temat emigracji i konkretnie mojego przypadku, w ramach którego wyjechawszy wśród szumu medialnego w 2013 roku, w otoczeniu szumu medialnego powróciłam. „Emigracja” moja trwała dokładnie dwa miesiące i była ściśle związana z tematem wyzysku młodych na rynku pracy, stanowiąc swego rodzaju manifest. Mój przypadek nie może być brany pod uwagę w kwestii sytuacji ogółu emigracji, nie da się go przyporządkować losowi setek tysięcy Polaków, którzy ledwo zipiąc, tęskniąc za rodzinami, pracują ciężko poza granicami Polski. Mój przypadek to mój przypadek, mogący najwyżej stanowić dowód na to, że jeśli się chce osiągnąć swój cel, cel zawodowy, to po kilkunastu latach ciężkiej pracy da się to zrobić, i to czy będąc w Polsce czy poza nią.

Od godziny 14.50 do 15.17 trwało więc nagranie „setki”, w ramach którego poza pozowaniem do „przebitek”, udzieliłam długiej, jasnej i klarownej wypowiedzi na temat emigracji w kontekście mojego przypadku. Wszystkie moje wypowiedzi, zanim trafiły w ręce redaktora Damiana Diaza, którego od dziś będę nazywała „nożycorękim”, były odpowiedziami na konkretne pytania zadawane mi przez miłą i otwartą dziewczynę z redakcji. „Pełnymi zdaniami”, powiedziałam więc między innymi:

– O tym, że wyjeżdżając do Londynu, najpierw musiałam wejść w etat „najsłynniejszej polskiej emigrantki”, przez co nie długo mogłam znaleźć pracy.

– O tym, że emigracja ma kilka oblicz i w ciągu ostatnich lat stanowczo zmieniły się jej realia. Zdecydowanie należy oddzielić emigrację „za chlebem”, w celu spokojnego życia, od tej związanej z realizowaniem własnych pasji i marzeń, które to marzenia, można spełnić przy odpowiedniej dozie samozaparcia, także w Polsce, czego jestem żywym przykładem.

– O tym, że praca w restauracji, w której kuchnia znajdowała się piętro niżej niż sala dla gości, a w której dania serwowano z garów wprost na talerze gości, była bardzo ciężka, wręcz niewyobrażalnie ciężka, zwłaszcza że pracowało się po kilkanaście godzin. ( ten wątek wykorzystano w materiale, jednak „przypadkiem”, kontekst restauracji zamienił się w „emigrację”)

– O tym, że moja emigracja była ściśle związana z listem i reportażem który rozesłałam do mediów w 2013 roku.

– O tym, że przebywając w Londynie, zrozumiałam że Polska jest jedynym miejscem w którym chcę żyć i pracować. (to zdanie, jedyne zgodne z sensem wypowiedzi jakiej udzieliłam, poszło na „czołówkę” „Wiadomości”)

I tak dalej, i tak dalej. Oczywiście nie mogłam wiedzieć, że dla redakcji „Wiadomości”, słowa restauracja i emigracja są wymienne, ani też, że materiał dotyczący mnie, ma być materiałem mnie nie dotyczącym, ale za to dotyczącym tych, z którymi od czterech lat, poza sporadycznymi przypadkami, nie mam żadnej styczności, a z którymi – biorąc pod uwagę zmanipulowany przekaz reportażu – wolałabym chwilowo się nie zetknąć twarzą w twarz.

Ze swojej strony, zupełnie prywatnie, chciałabym oznajmić, że nie życzę sobie, aby jakakolwiek władza, czy jakiekolwiek media (z „nożycorękimi” w tle czy bez), wycierały sobie gęby moją ciężką pracą, determinacją i sukcesem. Niewątpliwie tego co robię od czterech lat, nie zawdzięczam ani Tuskowi, ani Kaczyńskiemu, ani żadnemu innemu politykowi.

A Emigrantów pragnę z całego serca przeprosić za manipulację, w ramach której użyto wycinków mojej wypowiedzi. Nie było moim celem obrazić kogokolwiek, zwłaszcza ludzi, którzy ponoszą konsekwencję polityki kolonialnej której ofiarą jest polskie społeczeństwo.

Korzystając z okazji, zwracam się do telewizji TVP i redakcji „Wiadomości”. Ogromnie liczę na to, że skoro tak ucieszyliście się państwo z mego powrotu, łatwiej będzie państwu podjąć temat moich książek dotyczących kwestii rozbieżności stanowiska Kościoła względem faktów dotyczących Ii Wojny Światowej i czasu po niej, zwłaszcza w kontekście relacji Watykan – Polska, a także debaty międzynarodowej o sytuacji Europy i Polski w obliczu radykalizmu i działalności organizacji takich jak ONR, no i oczywiście kwestii zwrotu majątku żydowskiego w kontekście braku reakcji MSWIA na informację o tym, że Komisja Regulacyjna ds. Gmin Wyznaniowych Żydowskich nie prowadzi listy majątku przekazanego, ani Biuletynu Informacji Publicznej, choć ma taki obowiązek.

 

 

Sandra Borowiecky to jedna z najważniejszych postaci dziennikarstwa młodego pokolenia. Kontrowersyjna, ironiczna, błyskotliwa autorka kilkuset reportaży i artykułów o tematyce społecznej i gospodarczej. W wieku 16 lat pracowała w Super Expressie, potem Radiu Kolor, telewizjach: TVN, TTV, TVN Turbo i Superstacja. Przez dziesięć lat pisała dla gazet lokalnych i ogólnopolskich: Mieszkańca, Gazety Bankowej, Uważam Rze, magazynu Żyj Zdrowo i Aktywnie. Przez pięć ostatnich lat prowadziła dziennikarskiego bloga, który po ogólnopolskim sukcesie reportażu „Wyzysk Polski” przekształciła w niezależny magazyn reporterski Szpalta. Borowiecka jest także autorką scenariuszy sztuk teatralnych „Emigrantka” i „Szeptem do mnie mów”. Ma na swoim koncie powieść napisaną w wieku dwudziestu lat „Przypadek Agaty W.”