PRZYJACIELE KRÓLIKA KONTRA ETYKA W MEDIACH

Autor: data: 16 Sierpień, 2015 Ludzie

Gratisik, impreza, własna agencja PR… A Ty siedzisz i ledwo dajesz radę przeżyć do pierwszego. I gdzie tu sprawiedliwość? Nie ma. Boli? Trudno, co robić.

22746456_m

Jestem dzieckiem mediów, dzieckiem wychowanym w redakcji Super Expressu, czy się to komu podoba czy nie, Super Express matką był moją, i ojcem, i kochankiem, a nauczycielem też najlepszym. Tabloid jest tu ważny o tyle, że ma związek z tym co zaraz, z tym co za chwileńkę podam na tacy, tacy wiejskiej kiełbasą wypełnionej.

Państwo wybaczą, ale mnie się właśnie sarna do chałupy wpierdala, zaraz wracam, jeno przegonię bydle uszate.

Siedzem i paczem, paczem i szlag mnie trafia. Bo słyszę i widzę, że coraz rzadziej pojawia się w mediach hasło „etyka”, jako tako nawiązujące do działalności dziennikarskiej tego, tamtego, śmego czy śmej. Państwo wybaczą, ale mnie się właśnie sarna do chałupy wpierdala, zaraz wracam, jeno przegonię bydle uszate.

Już jestem

A więc. Jakiś tam pan dziennikarz, współwłaściciel agencji PR ma poprowadzić w telewizji komercyjnej program. I już się sępy, jadowite żmije rzucają, że pan ten, nie będzie bezstronny, albowiem może grać do bramki swoich klientów. Zbiega się to też w czasie z dywagacjami na temat lojalności pracownika wobec gazety politycznie lokowanej, dajmy na to „Bemowo News”.

Jestem młoda. Młoda, bystra, spostrzegawcza, lotna jak ta sarna, co mnie się znowu do chałupy próbuje na kaszankę wprosić; szczęście jej, że wegetarianizm uprawia, albowiem nie ręczyłabym za siebie w sytuacji inszej.

Mam ja wianek swój talentu, talentu, talentu i dałabym go chętnie redakcji jakiej, gdybym jeno przez lat ostatnie dziesięć nie nauczyła się, że jak dam, to bydlęta gwałtem wezmą co im się niby należy, a mnie nakażą milczenie, milczenie polityczne niby bezstronne, zgodne jednak z profilem gazety i jej właścicielem obecnym, co to w biznesie ma łapy długie i zasięg szerokopasmowy.

Śmieszy mnie, że się dziennikarze niektórzy jadowicie wypowiadają się na temat etyki, skoro sami ani krztyny jej nie mają. Już samo pisanie i odbieranie pensji powoduje, że nie są etyczni, bo są zależni od redakcji, od układów biznesowych i tekstów sponsorowanych, co to ich niby nie ma, ale każdy wie że są, tak samo jak kochanki robiące loda pod biurkami szefów.

Niby nie jest etyczne, że dziennikarze pobierają pensję za pisanie do gazety politycznej, należącej do Urzędu Dzielnicy. Niby to nie jest etyczne, ale czy etyczne jest, jak naczelny redaktor gazety ogólnopolskiej wysyła dziennikarza na piknik organizowany przez Urząd Miasta czy Wojewodę,powiadając mu na uszko:

– Idź Gienek, napisz ładnie, zdjęcia zrób, a potem będzie reklama i dobrze będzie… mnie, i tobie.

No, jak wam się podoba taka etyka? Albo proponujesz temat, ty, ja, nieważne kto, ktoś ten temat ma, uważa że społecznie ważny jest i wymaga szybkiego, rach ciach, napisania. I teraz słyszysz jak naczelny mówi tak:

– Zanim napiszesz muszę sprawdzić czy aby ta firma nie jest powiązana z naszym właścicielem.

I okazuje się zaraz, że napisać nie możesz, bo firma ta powiązana jest, nie z właścicielem gazety, ale z jego kolegą. I dupa zimna, nóżki w galarecie.
Potem wysyła się setki, ba, tysiące dziennikarzy na konferencje prasowe. Idą oni, jedzą, piją, dostają PREZENTY wartości różnej – bo długopisy reklamowe to to nie są – i wracają do redakcji. Jeden na pięciu powie co dostał, czterech uda, że nie dostało nic; powie że impreza dobra, temat świetny i napisać trzeba. Czy to etyczne, czy nie bardzo jednak?

A jak znani dziennikarze prowadzą komercyjne imprezy, dostając za to po kilkanaście tysięcy złotych wypłaty do kieszeni im wpadającej, to jest to zgodne z etyką, czy raczej nie bardzo? Bo rozumiem, kiedy dziennikarz występuje jako twarz kampanii społecznej, prowadzi imprezę redakcyjną, występuje w mediach, omawiając tematy ważne społecznie. Ale kiedy agencja PR zleca mu prowadzenie gali rozdania nagród dla biznesmenów, którzy to biznesmeni wykupują reklamy w gazetach, to państwo wybaczą, ale śmierdzi mi to biznesem czystym jak spirytus.

Etyka w mediach to gówno, gówno rozbryzgane, gówno śmierdzące na wierzch wypływające, to jest to co ja myślę, i co widzę od lat dziesięciu.

Etyka w mediach to gówno, gówno rozbryzgane, gówno śmierdzące na wierzch wypływające, to jest to co ja myślę, i co widzę od lat dziesięciu. Oczywista, nie ma mowy, że tylko w Polsce się to dzieje, ale w Polsce dzieje się to tak, że się krytykuje innych, miast patrzeć na swoje po łokcie w gównie utytłane ręce.

Nie ma w naszym kraju gazety bezstronnej. No jak Boga kocham, nie ma. Każda redakcja, mniej czy bardziej, tkwi od lat w powiązaniach biznesowych. Naczelni zmieniają się jak marionetki albo i siedzą do stołków przyklejeni tyłka niemyciem. Nie masz, nie uświadczysz, wolnej redakcji, która dwa razy się nie zastanowi, nim twój tekst opublikuje.

Idziesz do redaktora z tematem. – Dobry – powiada. Piszesz więc tekst. – Dobrze napisane – opiniuje tenże redaktor po czasie długim, gdyś się napocił nad tekstem jak osioł. Wysyłasz zatem do redaktora działu, z polecenia ma się rozumieć, i nagle słyszysz taką odpowiedź:

– Temat może i dobry, ale na sezon ogórkowy.

I wychodzisz z redakcji, szlag cię trafia, i myślisz: Czemuś tępy baranie, nie zapoznał znajomych królika, co to by cię wprowadzili tylnym wejściem i miejsce w redakcji zagwarantowali.

Much na wsi sporo jednak, sporo jak na czerwiec. Latają i upierdliwe są, tyle państwu powiem. Dziś na obiad kaszanka z grilla, grilla, grilla. Jem, póki dają. Piję, póki darmowe.
A dalej jest tak. Etyka temat przewodni. Czy etyczne jest, że uczniowie jakiejś tam szkoły reportażu, mają pierwszeństwo w debiutowaniu jako reporterzy w gazecie znanej, w której nazwiska redaktorów pokrywają się z nazwiskami wykładowców tej szkoły?
Piszę do znanego dziennikarza:

– Panie, powiedz pan, jak się do naczelnego dostać, żeby chociaż odpisać chciał, żeby człowieka po ludzku potraktował.

A on na to tymi słowy:

– Jedyne co mogę powiedzieć, to zaprosić na zajęcia do szkoły,w której wykładam.

W amoku jestem skłonna nawet wejść na stronę internetową tej szkoły, ale jak widzę koszt czesnego – prawie 5 tysięcy złotych za semestr – siadam i łkam. Łkam i wyję, jak zwierze ranione.

Skąd do nędzy matki miałabym wziąć 5 tysięcy złotych na udział w zajęciach tego pana? Czy mi się zwróci potem dzięki publikacjom w tej znanej gazecie, czy nie, to i tak dużo, za dużo, jak na granice etyki.

Jakby tego było mało, redaktorzy naczelni prowadzą po kilka tytułów na raz, do tego występując w telewizjach i stacjach radiowych.

Szlag mnie trafia, ale cicho siedzę, bo już raz rok temu się odezwałam i bokiem śpikulcem do dziś mi wychodzi. Ale wchodzę kolejno na strony internetowe redakcji. I co widzę. Redaktor IKSIŃSKI – naczelny, żona redaktora dziennikarka działu lokalnego, syn redaktora sekretarz, brat kierowca, kuzyn stażysta. Idę dalej potami siódmemi oblana i widzę, że sytuacja się powtarza z redakcji na redakcję przeskakując. Jakby tego było mało, redaktorzy naczelni prowadzą po kilka tytułów na raz, do tego występując w telewizjach i stacjach radiowych. Monopol? A jakże, ale ty siedź i milcz, i czekaj, albowiem „wszyscyśmy przez to przechodzili”. Przechodzili? A kto padł i reszta po nim przelazła? Na cholerę było walczyć o wolność Polski, skoro układy jak były tak są, a media sterują nie tylko tworzywem czytelniczym, lecz i twórcami.

Nie wiem. Grunt że sarna polazła i spokój mam, i książkę mogę pisać spokojnie. Dla kogo ta książka? No przecie że nie dla czytelnika; z głodu i biedy, muszę czymś zająć swój czas. Czy to etyczne nie wiem, ale śpię i budzę się w miarę spokojnie.

Sandra Borowiecky to jedna z najważniejszych postaci dziennikarstwa młodego pokolenia. Kontrowersyjna, ironiczna, błyskotliwa autorka kilkuset reportaży i artykułów o tematyce społecznej i gospodarczej. W wieku 16 lat pracowała w Super Expressie, potem Radiu Kolor, telewizjach: TVN, TTV, TVN Turbo i Superstacja. Przez dziesięć lat pisała dla gazet lokalnych i ogólnopolskich: Mieszkańca, Gazety Bankowej, Uważam Rze, magazynu Żyj Zdrowo i Aktywnie. Przez pięć ostatnich lat prowadziła dziennikarskiego bloga, który po ogólnopolskim sukcesie reportażu „Wyzysk Polski” przekształciła w niezależny magazyn reporterski Szpalta. Borowiecka jest także autorką scenariuszy sztuk teatralnych „Emigrantka” i „Szeptem do mnie mów”. Ma na swoim koncie powieść napisaną w wieku dwudziestu lat „Przypadek Agaty W.”