PAŁAC NIEZGODY. BODO, HALAMA, SZYMBORSKA, MAKLAKIEWICZ, SZPILMAN, LEM. KTO CHCE ZNISZCZYĆ ICH LEGENDĘ?

Autor: data: 9 Marzec, 2017 Sytuacje

Skandal! Polscy artyści, bez cienia szacunku dla władzy i producentów smartfonów, domagają się zapłaty za swoją pracę. Jakby tego było mało, kupili pałac, żeby bezwstydnie oddawać się tam działalności twórczej. W tym miejscu muszę się do czegoś przyznać. Podjąwszy śledztwo w tej sprawie, po drodze do Janowic, w słynnej zakopiańskiej Halamie zjadłam sześć krokietów, popiłam barszczem czerwonym, a potem pozwoliłam sobie na jeszcze trzy kawałki szarlotki - to wszystko „na krzywy ryj”, za pieniądze artystów, których z premedytacją inwigilowałam.

20160603_133517

Przedwojenny przebój. Słynna Zula Pogorzelska. Źródło: materiały ZAIKS.

Wyobraźmy sobie pokój, duży, z oknami wychodzącymi na rysujące się w oddali, zasnute poranną mgłą szczyty Tatr. Na środku pokoju stoi stół, a wokół niego siedzą kolejno Zizi Halama, Żeromski, Bodo, Ordonówna, Szpilman, Brzechwa, Maklakiewicz, Waldorff, Lem, Iwaszkiewicz, Bartoszewski i Szymborska. W ich oczach strach, jakby za chwilę miało się co złego wydarzyć. No i wydarza się; drzwi otwierają się z hukiem, do pokoju wchodzi grupa ludzi.

–  Zawsze Was miałem za bandę cwaniaków z zeszłej epoki. Fryzjer Wam dokopał, dokopią i inni. Nie pozdrawiam – krzyczy Witek M. i wychodzi.

– Precz z komuną! – dodaje Bart P..

– Złodziejskie kurwiszony – komentuje Michał S.

– Obsługa zaiks to jakaś pomyłka. Jak już kradniecie pieniądze to róbcie to chociaż porządnie i z klasą – kończy Katarzyna Karolina Z, i razem z pozostałymi opuszcza pokój.

Siedzący przy stole znikają. Ich duchy rozpływają się w nicości. W przeciwieństwie do nich, autorzy obelg są jak najbardziej realni, żywi. Słuchają muzyki, czytają książki, chodzą do kina, teatru, na koncerty. Myślą i czują. Są aktywni, zwłaszcza w Internecie; podobnych komentarzy jak te zacytowane powyżej, pojawia się na profilu ZAIKS na portalu Facebook i w innych miejscach po kilka dziennie. Ich autorzy nie zdają sobie sprawy, że pisząc obelgi pod adresem instytucji, w rzeczywistości zwracają się do konkretnych twórców – muzyków, pisarzy, autorów, scenarzystów, tłumaczy, kompozytorów, którzy od 1918 roku, niezmiennie tworzą największą w kraju Organizację Zbiorowego Zarządzania,  Związek Autorów i Kompozytorów Scenicznych, które od kilkudziesięciu lat znane jest jako Stowarzyszenie Autorów ZAIKS.

20160603_133550

Członkowie ZAIKS podczas jednego z pierwszych powojennych posiedzeń.

Źródło: materiały ZAIKS.

Od czasów komuny, instytucja reprezentująca autorów (których w reportażu nazywa się twórcami, artystami przyp. red.), stojąca na straży ich praw nie przeżywała takiej nagonki, jak ma to miejsce dziś. Najgorsze, że źródła tej niechęci, wychodzą z głębszego problemu. Bo tam, gdzie kończy się wiedza, a zaczyna ignorancja, już tylko krok do nienawiści. Skąd wypływa? Czy naprawdę chodzi o to, że – jak zarzucają przeciwnicy – ZAIKS pławi się w luksusach, a artyści w Domach Pracy Twórczej kąpią się w szampanie, jedzą krewetki i zastanawiają się nad tym, jak by tu jeszcze okraść odbiorców ich twórczości?

 Był piękny czerwcowy poranek, kiedy uznałam, że warto sprawdzić jak jest naprawdę.  W tym miejscu znów muszę się do czegoś przyznać – do ostatniej chwili nie wiedziałam, czy ZAIKS pozwoli mi wejść do świata twórców i zobaczyć Domy Pracy Twórczej, i sam – otoczony kontrowersjami – Pałac w Janowicach.

JADĘ!

Trzy tygodnie i jeden dzień później, siedzę nad książką Mariusza Urbanka „Brzechwa Nie Dla Dzieci”. Postać samego Brzechwy, jest ściśle związana z istnieniem ZAIKS, z jego rozwojem. Urbanek w swojej książce pisze, że Brzechwa i jego pokolenie rysowali ZAIKS posługując się paletą emocji, w których miłość, szacunek, świadomość przynależności, mieszały się z poczuciem ogromnej odpowiedzialności za świat twórców, artystów, wszelkiej maści autorów. „Dla pokolenia Brzechwy, które ZAIKS zakładało, potem walczyło o jego miejsce w polskim systemie prawnym i starało się przeprowadzić przez okres PRL z jak najmniejszymi stratami materialnymi i moralnymi, stowarzyszenie było czymś zdecydowanie ważniejszym niż tylko sprawnie działającym agentem, stojącym na straży finansowych interesów.” „Precz z komuną!” – przypomina mi się komentarz Barta P.. I robi  mi się wstyd.

20160609_213915

Propaganda PRL wciąż na czasie. Źródło: materiały ZAIKS.

ZIPSEE KONTRA ZAIKS

Skąd mogłam wiedzieć, że rok później, nowy Rząd PIS, i zamglone postaci posługujące się nazwiskami swoich wybitnych rodziców, znów będą sprzyjały interesom producentów?

Siedząc w pociągu wyjmuję z plecaka wydruk mojego artykułu na temat ZAIKS z zeszłego roku „Ukryte koszty kultury”. Myślę o tym, jak bardzo jestem wdzięczna redakcji Uważam Rze, a zwłaszcza jednemu z ówczesnych redaktorów naczelnych, Krzysztofowi Galimskiemu, że pozwolił mi napisać prawdę, wbrew ogólnej tendencji mediów do zakłamywania prawdy na temat ZAIKS i pozostałych Organizacji Zbiorowego Zarządzania, przeciwko którym ZIPSEE za sprawą akcji „Nie Płace za Pałace”, toczy skuteczną batalię dezinformacji, byle tylko odsunąć od siebie widmo dodatkowych kosztów, jakie powinni uznać dystrybutorzy sprzętu elektronicznego w ramach regulacji dotyczących opłaty reprograficznej. W tymże artykule, pisałam tak: „Ceny sprzętu elektronicznego, w tym telewizorów, laptopów, odtwarzaczy CD i MP3, aparatów fotograficznych i innego sprzętu są w Polsce bardzo wysokie. Bywa, że najwyższe w Europie. Mimo to import sprzętu kwitnie, a zachodni producenci zacierają ręce. Polska to dla nich istne eldorado, a nasze państwo nie robi nic, by to zmienić.”  Skąd mogłam wiedzieć, że rok później, nowy Rząd PIS, i zamglone postaci posługujące się nazwiskami swoich wybitnych rodziców, znów będą sprzyjały interesom producentów? Skąd mogłam wiedzieć, że media z jeszcze większą zajadłością, będą atakować ZAIKS? Nie mogłam. Ale mogłam wyruszyć w podróż po prawdę. I tę prawdę, dziś opisać.

20160609_211838_001

Bo nic nie oczyszcza sytuacji lepiej, niż dobre przeczyszczenie. 

Źródło: materiały ZAIKS.

ZIZI TAŃCZY NA TARASIE

halama orlik

Słynny Dom Pracy Twórczej Halama w Zakopanem. Źródło: ZAIKS.

Do Zakopanego docieram chwilę po siódmej rano. Nad stacją kolejową unosi się mgła, turyści spragnieni gór rozchodzą się po okolicznych knajpach, by zjeść śniadanie. Owszem, zjadłabym. Owszem, posiedziałabym. Nic z tego. Zarzucam plecak, i idę, cztery kilometry piechotą, żeby zaoszczędzić na taksówce. Po drodze rozmyślam o tym, co właściwie wiem o słynnej Halamie. Skąd sam legendarny przydomek tego Domu Pracy Twórczej? Kilka godzin później, kiedy siedząc w pokoju z niedowierzaniem oglądam film, wiem już, że chodzi o siostry Halama, a szczególnie o nią, Lodę, która z powodzeniem mogłaby dziś uchodzić za ikonę popkultury:

Loda Halama

Napisałam że siedzę w pokoju, zapominając o najważniejszym – to ten pokój, w którym pisała, odpoczywała, spoglądała na rysujące się za oknem balkonu szczyty gór, Wisława Szymborska. Na drzwiach od strony korytarza zawieszony numerek osiem. Sam pokój taki normalny. Łóżko, stolik, krzesło, szafa. Mały telewizor. Asceza, ale podobno artystom, twórcom, tyle wystarczy, żeby mogli tworzyć, żeby mogli żyć w swoim świecie. Niczego z tych luksusów, o których krzyczą przeciwnicy ZAIKS, w Halamie nie znajduję. Jedynym są nazwiska wybitnych twórców, którzy bywając tu i w innych DPT, tworzyli etos artysty – ale to w dzisiejszych czasach, przestaje być wartością, stając się raczej pretekstem do wytykania niektórym twórcom ich zbytniego zaangażowania w tworzenie, w jakość ich działalności.

20150710_102435

Pokój numer osiem znajduje się na piętrze, na wprost schodów. To tu mieszkała Wisława Szymborska, przyjeżdżając do Halamy. 

20150711_080405

Śniadanie ze słynną herbatą – mieszanka i sposób przygotowania są ściśle strzeżoną tajemnicą.

W tym miejscu jednak jakość była od zawsze. Wśród bywalców Halamy osobowości takie jak wspominana wcześniej Szymborska. Noblistka podobno była miłym gościem. Cichym. Przesiadywała w pokoju numer osiem, albo w innym, na poddaszu, jednym z dwudziestu pięciu gotowych na przyjęcie twórców przez cały rok, od czasu do czasu wyprawiając się na długie spacery – tak wspominają Panie z obsługi Halamy, legendarne, a jakże, ale nie tak, jak Pani Pucia, o której wiersze pisał sam Brzechwa. Jedna z nich, w białym, nienagannie wyprasowanym fartuszku, przynosi mi do pokoju spóźnione śniadanie i szklankę kultowej herbaty, do której dolewa się mleka; mieszanka z której przyrządzony jest napar, jest pilnie strzeżoną tajemnicą. Wychodząc napomina, że gong już bił. Jaki gong?, myślę sobie, by kilka godzin później poznać odpowiedź;  gong, jak w teatrze, od dźwięku którego człowiek dostaje gęsiej skórki, od kilkudziesięciu lat zawiadamia o stałych godzinach, że pora na posiłek. Dźwięk bicia w pokaźny talerz, donośnie roznosi się po całym budynku, aż po samo poddasze. Kto żyw, biegnie do jadalni, by zjeść – marzenie ściętej głowy – najwymyślniejsze, najwspanialsze, najpyszniejsze, dania pań Kucharek, o dokładkę których bili się Iwaszkiewicz, Bartoszewski czy Szymborska. I ja jem, krokiety, popijając barszczem czerwonym, tak dobre, że człowiek zatraca chęć opuszczenia Halamy po wieki wieków amen. Potem deser, szarlotka, której – jak teraz wspominam – zapach czułam już o ósmej rano, przekraczając próg tego magicznego miejsca.

NOCĄ PODŁOGA SKRZYPI

Wieczorem, kiedy większość gości już śpi, schodzimy z obecną dyrektorką do piwnicy, gdzie znajduje się, wciąż słynna sala z pianinem, w której do białego rana, potrafiły odbywać się koncerty na żywo. Kto grał? – pytam. W odpowiedzi słyszę, że łatwiej byłoby, gdybym zapytała, kto nie grał…

Nie można mówić o Halamie, nie wiedząc kim były Loda, i jej siostra Zizi, która wspólnie z mężem, Feliksem Parnellem, wybudowała willę, dom, miejsce kultu artystów, nazywane  też przez bywalców „budą”. O Lodzie Halamie, słyszał cały świat. O Zizi, i jej mężu, wiadomo mniej, głównie, że byli szczęśliwi. Para artystów, tancerzy, którzy wspólnie spędzili tu najpiękniejsze chwile swojego życia, zostawiając dom w spadku artystom. Ich „Willa pod Giewontem”, to miejsce legendarne.

20150710_103929

Fragment artykułu na temat Zizi Halamy i jej męża. 

Wieczorem, kiedy większość gości już śpi, schodzimy z obecną dyrektorką do piwnicy, gdzie znajduje się, wciąż słynna sala z pianinem, w której do białego rana, potrafiły odbywać się koncerty na żywo. Kto grał? – pytam. W odpowiedzi słyszę, że łatwiej byłoby, gdybym zapytała, kto nie grał, podobnie jak kto nie bywał w Halamie. Kiedy słucham o nocnych grach w karty, o rautach, spotkaniach w sali telewizyjnej, i odbywających się tam zażartych dyskusjach o polityce, kulturze, sztuce, mam poczucie, że się spóźniłam, tracąc szansę,  by choć musnąć wielkości polskich artystów, którzy stworzyli legendę ZAIKS, i zostawili po sobie spadek w postaci dzieł, za korzystanie z których ZAIKS odbiera należne wynagrodzenie, przekazywane ich dzieciom, wnukom.  „Jak już kradniecie pieniądze to róbcie to chociaż porządnie i z klasą” – słowa Katarzyny Karoliny Z., nie dają mi spokoju. – Gdyby podążyć tym torem myślenia,  oznaczałoby to, że artyści i twórcy oszukują samych siebie, bo pieniądze, majątek, aktywa, wszystko co należy do ZAIKS, jest ich własnością, a o wszystkich działaniach, wydatkach, zakupach, inwestycjach, decydują tylko i wyłącznie oni. To samo tyczy się Domów Pracy Twórczej, za pobyt w których, członkowie płacą określoną stawkę, zależną od statusu członkowskiego.  – tłumaczy Krzysztof Lewandowski, dyrektor generalny stowarzyszenia. Faktem jest, że majątek ZAIKS, wynagrodzenia dla twórców zbierane systematycznie od 1918 roku, to naprawdę znaczące kwoty. Ale jeśli przyjąć, że tylko w 2015 roku ZAIKS zapłacił ponad 135 mln. zł podatku, nie można udawać gombrowiczowskiego idioty, i twierdzić, że nie ma mowy o gigantycznym wsparciu dla Państwa. Wsparciu, którego udzielają sami artyści.

W DROGĘ!

20150711_134249

Żegnamy Zakopane, witamy Tarnów. W drodze busem. 

Domy Pracy Twórczej ZAIKS to nie tylko Halama. To także Sopot, Konstancin – Jeziorna, Ustka, Krynica Górska, zakopiański Orlik. W 2014 roku, do majątku twórców, doszedł pałac w Janowicach k. Tarnowa. To ten pałac, o którym media rozpisywały się krytycznie, nazywając „pałacem głupoty”. Ten pałac, o który zahaczyło ZIPSEE, tworząc kampanię „Nie Płacę za Pałace”. Ten, w którym ma powstać Centrum Doskonalenia Talentów, i w którym na przełomie 2015 i 2016 roku, kilkuset młodych twórców wzięło udział w warsztatach i szkoleniach; o czym media, i sami twórcy kampanii przeciwko ZAIKS, milczą.

Odebrana z dworca w Tarnowie chwilę po godzinie szesnastej, jadę z panem Mieczysławem, administratorem pałacu, i podziwiam widoki. Wzgórza, pola, kręte drogi pnące się to w górę, to w dół. Okoliczni mieszkańcy spieszący dokądś poboczem drogi. Czy oni się cieszą, że ZAIKS odkupił od Politechniki Krakowskiej pałac? – pytam.  – Dla ludzi z okolicy to jest szansa. Na pracę, na większą ilość turystów, artystów, którzy będą tu przyjeżdżać, a przez to zostawią tu trochę pieniędzy. Dla Janowic restauracja pałacu, stworzenie z niego działającej instytucji kultury, to promocja regionu. A sama pani widzi, że jest co promować, co podziwiać. – mówi pan Mieczysław.

20150712_071528

KULTUROWY TRÓJKĄT

A co z tym, że część artystów jest niezadowolona? – dopytuję podczas spotkania, jeszcze przed wizytą w Janowicach. Oficjalna odpowiedź jest taka, że każdy ma prawo do wyrażania swojej opinii.

W samym pałacu, nikt nie wita mnie chlebem i solą. Wyczuwalna jest raczej rezerwa, dystans pracowników. Wchodząc po masywnych kamiennych schodach, zauważam spore gniazdo jaskółek. – To na szczęście. – tłumaczy pani Dorota, która pomaga dyrektorowi w zajmowaniu się działalnością pałacu. Faktycznie, jeśli chodzi o sam budynek, można uznać że ma szczęście; bez gruntownego remontu, nie przetrwałby nawet kolejnych dziesięciu lat. ZAIKS odkupując pałac, zdecydował się zainwestować w renowację budynku od zewnątrz i wewnątrz, a także w park, i odbudowę dawnych budynków. Pieniądze na to, w większej części mają pochodzić z unijnej dotacji. I wszystko wskazuje na to, że plan się powiedzie, bo wniosek został zaakceptowany, a do tego jak mówi dyrektor Lewandowski, ZAIKS złożył aplikację, by w Janowicach możliwa była dodatkowo działalność komercyjna. – To znaczy, że nie dość że będzie służył młodym twórcom, pałac zarobi na swoje utrzymanie. – wyjaśnia Lewandowski. A co z tym, że część artystów jest niezadowolona? – dopytuję podczas spotkania, jeszcze przed wizytą w Janowicach. Oficjalna odpowiedź jest taka, że każdy ma prawo do wyrażania swojej opinii. Nieoficjalna, jaką uzyskuję nieco później, od kogoś kto zna świat twórców, brzmi tak – Czy zastanawiała się Pani, dlaczego część artystów krytykuje zakup Janowic, ale dziwnym trafem robi to zawsze w formie komentarzy udzielanych nieprzychylnym ZAIKS mediom, zamiast swoje niezadowolenie wyrażać wprost do instytucji? Nie, nie zastanawiałam się.  A powinna pani, bo to jest sprawa zależności, o których lepiej głośno nie mówić. – słyszę na koniec.

Jeszcze tego samego wieczoru, kiedy przyjeżdżam do Janowic, ląduję na koncercie Szymona Nehringa w Europejskim Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego w Lusławicach. Niedaleko znajduje się też Centrum Paderewskiego. Wszystkie trzy instytucje tworzą razem tzw. kulturowy trójkąt, który przeciwnicy ZAIKS nazywają „trójkątem bermudzkim”. Nazwa częściowo trafiona, biorąc pod uwagę legendy o duchach, jakie krążą na temat pałacu, i znajdujących się na terenie parku ruin.

CZY TU STRASZY?

Późnym wieczorem zostajemy w Janowicach tylko Ja, pani Dorota i starszy pan, który pilnuje nocą posiadłości. Chodzimy po pałacu, podłoga skrzypi, z ogrodu dochodzi pohukiwanie sowy. Na ścianie poroże jelenia, obok obrazy. W jadalni ogromny kominek, i okna wychodzące na liczący wiele hektarów park. Ciemno wszędzie, głucho, i jakoś strasznie, bo za chwilę zostanę tu tylko ja i ochroniarz. – Straszy tu? – pytam panią Dorotę, zaglądając w wąski korytarz od którego odchodzą schody prowadzące do piwnicy, gdzie znajduje się sauna i w przyszłości sala do ćwiczeń. Każde stare miejsce ma swoje tajemnice  – słyszę w odpowiedzi. W ciągu kolejnych minut rozmowy, dowiaduję się, że tu, w Janowicach, legendy są dwie. Jedna, dotyczy ruin kapliczki, w której dawno, dawno temu odbywały się nabożeństwa. Okoliczni mieszkańcy pamiętają, że kiedyś, gdy odkopano ruiny, jakiś pracownik wziął sobie kamień z fundamentów i zabrał do domu. Rok później umarł. Z resztą nie tylko on, bo i kilku jego bliskich też. Dopiero kiedy ktoś z jego rodziny odniósł kamień na miejsce, wrócił spokój. W samym pałacu, podobno czasami dzieją się dziwne rzeczy. Ktoś widział białą postać, ktoś inny słyszał głosy. – Takie legendy, które ubarwiają historię miejsca. – kwituje pani Dorota.

20150712_134525

Ruiny kaplicy w przypałacowym parku są źródłem legend. Wśród niektórych mieszkańców okolicy wciąż budzą strach. 

Historia Janowic sięga XI wieku. Sam teren posiadłości, przechodził z rąk do rąk – na początku był własnością Benedyktynów, potem słynnych rodów. Choć w czasach I i II Wojny pałac niemal doszczętnie splądrowano, dopiero okres komuny, doprowadził budynek niemal do ruiny. Politechnika Krakowska przejmując posiadłość, doprowadziła do jego renowacji. Są tu pokoje żywcem wyjęte czasów PRL, sale urządzone w dworskim stylu, potężny taras, jadalnia, którą przez wystrój nazwałam „myśliwską”,  kuchnia, ale największe wrażenie robią dwie wieże; w jednej z nich, przychodzi mi spędzić noc – nie tylko ze względu na bajkowy wygląd pokoju, zapamiętam ją do końca życia.

20150711_183224

Stylowy pokój w jednej z dwóch pałacowych wież. Spędzenie tu nocy tylko dla odważnych.

CO TO BĘDZIE, CO TO BĘDZIE!

Z punktu widzenia twórców, pałac ma w sobie spory potencjał. Duże przestrzenie, biorąc pod uwagę plany przebudowy, jakie pokazał mi dyrektor Lewandowski, maja szansę zamienić się w profesjonalne sale do ćwiczeń i warsztatów, od malarstwa, przez komponowanie, pisanie, śpiew, taniec. – To ma być miejsce specjalnie dla młodych twórców. Właśnie ta cecha, to, że młodzi zyskują miejsce do pracy, nauki, odróżnia Janowice od innych Domów Pracy Twórczej, jakie prowadzi ZAIKS. – mówi dyrektor pałacu. Wszystkie projekty edukacyjne,  będą finansowane z Funduszu Popierania Twórczości, który istnieje w ZAIKS od lat 70-ych. – W ramach działalności Centrum Doskonalenia Talentów, mamy zamiar wykorzystać nie tylko sam pałac, ale i budynki gospodarcze znajdujące się na terenie parku, a także sam park, który jest nieoceniony, jeśli chodzi o malarski plener. – uzupełnia Lewandowski. Kiedy to wszystko nastąpi? W ciągu dwóch, trzech lat. Ale nie znaczy to, że dziś pałac stoi pusty, jak twierdzą twórcy kampanii „Nie Płacę za Pałace”. Od grudnia 2015 roku co kilka tygodni przyjeżdżają tu młodzi twórcy, odbywają się warsztaty, spotkania. W  tegoroczne wakacje, będą odbywały się kolejne warsztaty z mistrzami.

Dla młodych twórców, którzy przybędą do pałacu, mam dwie rady – nie zabierajcie kamieni z kapliczki. A jeśli w nocy usłyszycie dochodzące z korytarza skrzypienie podłogi, nie bójcie się. Duchy Janowic nie są groźne –  naprawdę wiem co mówię.

Przy tworzeniu reportażu korzystałam z książek udostępnionych przez Stowarzyszenie Autorów ZAIKS. Min. „ZAIKS u progu nowego wieku”, wyd. Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, „Brzechwa nie dla dzieci”, Mariusza Urbanka, wyd. Iskry, „ZAIKS lat międzywojennych (1918-1939), wyd. Stowarzyszenie Autorów ZAIKS, a także „Kryptonim Bonza”, Władysław Bartoszewski, Michał Komar, wyd. PWN.

Serdeczne podziękowania składam dyrekcji ZAIKS, pracownikom i administracji Pałacu w Janowicach, a także pracownikom, dyrekcji, gościom, którzy musieli znosić moją obecność w Halamie w lipcu 2015 roku.

Reportaż poświęcam pamięci sióstr Halama i pierwszych członków Związku Autorów i Kompozytorów Scenicznych.

Sandra Borowiecky to jedna z najważniejszych postaci dziennikarstwa młodego pokolenia. Kontrowersyjna, ironiczna, błyskotliwa autorka kilkuset reportaży i artykułów o tematyce społecznej i gospodarczej. W wieku 16 lat pracowała w Super Expressie, potem Radiu Kolor, telewizjach: TVN, TTV, TVN Turbo i Superstacja. Przez dziesięć lat pisała dla gazet lokalnych i ogólnopolskich: Mieszkańca, Gazety Bankowej, Uważam Rze, magazynu Żyj Zdrowo i Aktywnie. Przez pięć ostatnich lat prowadziła dziennikarskiego bloga, który po ogólnopolskim sukcesie reportażu „Wyzysk Polski” przekształciła w niezależny magazyn reporterski Szpalta. Borowiecka jest także autorką scenariuszy sztuk teatralnych „Emigrantka” i „Szeptem do mnie mów”. Ma na swoim koncie powieść napisaną w wieku dwudziestu lat „Przypadek Agaty W.”