P JAK PARALIŻ, U JAK URZĄD STANU CYWILNEGO, W JAK WŁADZA, KTÓRA ZNÓW ZROBIŁA COŚ ŹLE

Autor: data: 8 Lipiec, 2016 Sytuacje

Oto udany przepis jak wyrzucić 100 milionów złotych w błoto i sparaliżować pracę urzędów w całej Polsce. Wystarczy stworzyć system informatyczny, który nie działa, i zostawić komuś, kto wyda kolejne 10 milionów, żeby go naprawić.

20160708_104329

Na dokument z takim stemplem trzeba poczekać nawet trzy miesiące.

No cóż, potwierdza się prawda stara jak świat – w Polsce lepiej umierać niż żyć. Żadna to ironia czy sarkazm, ale historia z życia wzięta. Po udaniu się do Urzędu Stanu Cywilnego w Łodzi, Warszawie, Krakowie, Wrocławiu czy innym mieście, na odpis aktu zgonu czeka się minimum miesiąc, na odpis aktu urodzenia, czy potwierdzenie zawarcia małżeństwa nawet…. trzy miesiące! Ministerstwo Cyfryzacji nie ukrywa, że problem jest, i to bardzo poważny. Rzecznik Ministerstwa, Karol Manys informuje, że mówimy o ponad rocznym opóźnieniu w pracy urzędników Urzędów Stanu Cywilnego w całej Polsce. O szybkim rozładowaniu zatoru, raczej możemy zapomnieć.

SZYBKO CZYLI WOLNO

Co się stało, że się… zapchało? Otóż znów zawiódł system, tyle, że informatyczny. W styczniu 2015 roku, po szumnie odtrąbionym w mediach starcie, miał zostać uruchomiony nowy System Rejestrów Państwowych. W ramach informatyzacji, miało dojść do połączenia baz danych z całej Polski, w zakresie ewidencji numerów PESEL, dowodów osobistych i aktów stanu cywilnego. Program wart około 100 milionów złotych, ruszył ostatecznie w marciu 2015 roku, ale jego skuteczność i szybkość, można porównać z jazdą wózkiem po wyboistej drodze, i to w czasie ulewy. Efekt jest taki, że w okresie od marca 2015 do chwili obecnej, narosły w Urzędach Stanu Cywilnego tak ogromne zaległości w wystawianiu dokumentów, że rozładowanie tego zatoru, może potrwać nawet kilka miesięcy. Po złożeniu wniosku (i dokonaniu opłaty urzędowej w wysokości 22 zł), w Urzędzie Stanu Cywilnego Warszawa Praga Południe, otrzymujemy kwitek informujący, że po odbiór dokumentu należy zgłosić się za dwa miesiące. I ani dnia wcześniej.

WIEDZIELI I CO?

Ze źródeł zbliżonych do Ministerstwa Cyfryzacji dowiadujemy się, że o problemach wiedziano już dawno temu, jeszcze za czasów, gdy ministrem był Andrzej Halicki, a samo ministerstwo było Ministerstwem Administracji i Cyfryzacji. Informacje o problemach z funkcjonowaniem SRP, dochodziły niemal codziennie z USC w całej Polsce, ale jakoś nie było woli, by poważnie zająć się problemem. Dopiero po jesiennych wyborach w 2015 roku, gdy tekę ministra odebrała Anna Streżyńska, problemy wyszły na światło dzienne, spadając na barki nowych pracowników ministerstwa. System wart około 100 milionów złotych, okazał się wadliwy, do tego stopnia, że pracownicy USC muszą spędzać o wiele więcej czasu w pracy, niż miało to miejsce wcześniej. Są nadgodziny, ostre wymiany zdań między urzędnikami z całej Polski, którzy muszą wymieniać się informacjami, wydzwaniać do siebie nawet po kilkadziesiąt razy dziennie, a i tak często okazuje się, że to na nic, bo system potrafi się zawiesić, albo wyrzucić wniosek, i wszystko trzeba zaczynać od nowa.

NAPRAWIAMY I PRZEPRASZAMY

Z tego co mówi Rzecznik Manys wynika, że sytuacja ma się poprawić. Na początku roku został powołany zespół roboczy, który przygotował już ponad 350 poprawek. Centralny Ośrodek Informatyki pracuje nad poprawkami systemu, które mają zostać wprowadzone już jesienią, prawdopodobnie w listopadzie. Co do tego czasu mają zrobić Polacy, którzy muszą czekać na wydanie dokumentów po kilka miesięcy? Manys tłumaczy, że w tych urzędach, gdzie zatory są największe (czyli w największych miastach), urzędnicy USC mają możliwość wystawiania dokumentów ręcznie, czyli tak jak to było za starych czasów, zanim wydano około 100 milionów złotych na nowy system. Jeśli więc komuś naprawdę pilno, może prosić o przyśpieszenie procedury – czy jego prośba zostanie uwzględniona, to już zależy od dobrej woli danego urzędnika.

Poprawki systemu, mają kosztować około 10 milionów złotych. Czas, jaki stracą Polacy, opóźnienia spraw w Sądach i urzędach, utrudnienia i nerwy tak po stronie urzędników, jak i obywateli, trudno wycenić. Pozytywna strona całej sprawy jest taka, że Manys w imieniu Ministerstwa Cyfryzacji zdobywa się na słowo przepraszam, które kieruje do wszystkich którzy muszą znosić problemy w USC całym kraju. To dużo, biorąc pod uwagę to, jaki mieliśmy dotąd klimat.

Sandra Borowiecky to jedna z najważniejszych postaci dziennikarstwa młodego pokolenia. Kontrowersyjna, ironiczna, błyskotliwa autorka kilkuset reportaży i artykułów o tematyce społecznej i gospodarczej. W wieku 16 lat pracowała w Super Expressie, potem Radiu Kolor, telewizjach: TVN, TTV, TVN Turbo i Superstacja. Przez dziesięć lat pisała dla gazet lokalnych i ogólnopolskich: Mieszkańca, Gazety Bankowej, Uważam Rze, magazynu Żyj Zdrowo i Aktywnie. Przez pięć ostatnich lat prowadziła dziennikarskiego bloga, który po ogólnopolskim sukcesie reportażu „Wyzysk Polski” przekształciła w niezależny magazyn reporterski Szpalta. Borowiecka jest także autorką scenariuszy sztuk teatralnych „Emigrantka” i „Szeptem do mnie mów”. Ma na swoim koncie powieść napisaną w wieku dwudziestu lat „Przypadek Agaty W.”