DWA LATA W KOLEJCE DO OKULISTY.LIST DO MINISTRA ZDROWIA

Autor: data: 16 Sierpień, 2015 Sytuacje

SZANOWNY PANIE MINISTRZE!

Zwracam się do Pana niszczycielu, kombinatorze, cwaniaku, patałachu, kapciu zniszczony, lawirancie, skrzywiony typie. Przez Pana nieudolność od rana mam zepsuty dzień, jednak będę porządną obywatelką i postaram się Pana rozśmieszyć, bo przecież musi Pan lubić dowcipy, na pewno je Pan lubi, to widać po tym, jakie numery odstawia Pan ze Służbą Zdrowia. Opowiem Panu żart sytuacyjny, w który sama do końca nie mogę uwierzyć, ale może Panu będzie łatwiej.

Tekst 5

Otóż śniło mi się, a może to nie był sen, ale dobra, zostawmy to, śniło mi się Panie Ministrze, że obudziłam się rano i postanowiłam umówić się na wizytę do okulisty. Wstałam, wstukałam w przeglądarkę – konsultacje okulistyczne NFZ Warszawa.

Wyskoczyło mi dobre dwadzieścia albo i kilka więcej (kto by tam przez sen liczył) poradni, gdzie mogę się umówić. Wśród wyżej wymienionych było nawet kilka przychodni prywatnych, które mają podpisane umowy z NFZ. O, myślę sobie, to się Pan Minister postarał, jest w czym wybierać. Żeby było śmieszniej, powiem Panu, że spodziewałam się, że trzeba będzie poczekać w kolejce. Nie jest ze mnie przecież znowu taka ostatnia śpiąca idiotka. Sądziłam, że dostanę się na wizytę za jakieś dwa, trzy miesiące – tyle mogę wytrzymać, a co tam, jeśli nawet mam początki jaskry, nie oślepnę całkiem do tego czasu, może tylko częściowo, albo w najgorszym wypadku od zawrotów głowy i kłopotów z widzeniem przewrócę się na jakiejś ulicy i wpadnę pod samochód (nie ma co robić tragedii, nie ja pierwsza, nie ostatnia).

Rozmowa nie trwała zbyt długo, ale była owocna – zaproponowano mi prywatną wizytę z rabatem, bo w ramach NFZ w tym roku już nie przyjmują i w przyszłym zaczną w okolicach sierpnia. Gdyby to nie był sen, zapytałabym tych tam po drugiej stronie słuchawki czy są zdrowi na umyśle.

No, ale żeby nie odbiegać od tematu i nie zabierać Panu za dużo cennego czasu, opowiem co było dalej. Pominę fakt, że w trakcie snu kilka razy o mało nie wyrzuciłam telefonu przez okno tak mnie nerwy poniosły, z powodu, że tak powiem nieustająco zajętej linii w różnych placówkach medycznych. Za pierwszym razem udało mi się dodzwonić do prywatnej lecznicy, gdzie mają podpisaną umowę z NFZ. Rozmowa nie trwała zbyt długo, ale była owocna – zaproponowano mi prywatną wizytę z rabatem, bo w ramach NFZ w tym roku już nie przyjmują i w przyszłym zaczną w okolicach sierpnia. Gdyby to nie był sen, zapytałabym tych tam po drugiej stronie słuchawki czy są zdrowi na umyśle.

Nieco już rozbawiona, obdzwaniałam kolejne miejsca. Jeden szpital, drugi, trzecia przychodnia, piąta – wszędzie zajęte linie, ale we śnie człowiek ma dużo więcej cierpliwości. I potem, to się stało nagle, całkiem niespodziewanie, myślę że może mi Pan nie uwierzyć, w końcu nikt poważny na Pana stanowisku nie uznałby, że to mogłoby wydarzyć się naprawdę, ale mimo to opowiem Panu. W jednym ze szpitali Pani z recepcji powiedziała mi, że przyjmują zapisy na koniec przyszłego roku. Dobre, co? Normalnie takie jaja, że zgięłam się wpół ze śmiechu. Lałam po gaciach, że się tak wyrażę. O rany Panie Ministrze, mówię Panu, ze śmiechu o mało nie upuściłam słuchawki.

I jak się obudziłam po tym wszystkim, to weszłam na stronę Ministerstwa Zdrowia, żeby sprawdzić ile się czeka na wizytę u specjalisty – nawet o tym nie macie zielonego pojęcia, danych brak!

Tylko jedna rzecz nie dawała mi spokoju, bo im bardziej ja się śmiałam, tym bardziej tamta kobieta po drugiej stronie linii robiła się coraz bardziej nerwowa. Nic a nic jej to wszystko nie rozbawiło. Nie sądzi Pan, że to nieco dziwne – ja czerwona ze śmiechu, tarzam się po podłodze ze słuchawką w dłoni, a tamta nic, ani be, ani me… Ale w końcu to mój sen, jej nie musi być do śmiechu, może chciała się już obudzić, jakieś siku albo co. I żeby było jeszcze zabawniej, chociaż pewnie i tak ze śmiechu leży Pan pod biurkiem, powiem Panu, że taka sama sytuacja powtórzyła się w pięciu innych przychodniach państwowych i dwóch szpitalach, do których zadzwoniłam w tym samym śnie.

I jak się obudziłam po tym wszystkim, to weszłam na stronę Ministerstwa Zdrowia, żeby sprawdzić ile się czeka na wizytę u specjalisty – nawet o tym nie macie zielonego pojęcia, danych brak! I przy okazji, będąc już w nerwach, przeczuwając całkiem poważne problemy z dostaniem się na wizytę do okulisty, zerknęłam na listę pracowników Ministerstwa.

I wie Pan, myślę, że to zupełnie niemożliwe w prawdziwym życiu Panie Ministrze, żeby Minister, pięciu Podsekretarzy Stanu, kilkunastu szefów różnych gabinetów, szefowie biur i departamentów, dziesiątki szarych pracowników Ministerstwa Zdrowia i cała wataha ludzi związanych z Ministerstwem, których poniekąd utrzymuję z własnych podatków, nie byli w stanie zrobić nic z gigantycznymi kolejkami do lekarzy specjalistów. To zupełnie nieprawdopodobne i możliwe tylko we śnie, żeby człowiek musiał czekać rok na wizytę u lekarza, od którego często zależy jego życie i zdrowie, podczas gdy Pan i oni siedzicie wygodnie na tyłkach w Ministerstwie, pierdząc w fotele, nie mając nawet pojęcia o tym co dzieje się w szpitalach i przychodniach.

No i jak, fajny sen? To teraz jazda Panie Ministrze, na trzy; raz, dwa trzy… budzimy się ze snu, dupa z fotela i jazda, zaiwaniaj Pan do szpitali i przychodni, przeprosić ludzi za to, żeś Pan spartolił wszystko co się dało.

Sandra Borowiecky to jedna z najważniejszych postaci dziennikarstwa młodego pokolenia. Kontrowersyjna, ironiczna, błyskotliwa autorka kilkuset reportaży i artykułów o tematyce społecznej i gospodarczej. W wieku 16 lat pracowała w Super Expressie, potem Radiu Kolor, telewizjach: TVN, TTV, TVN Turbo i Superstacja. Przez dziesięć lat pisała dla gazet lokalnych i ogólnopolskich: Mieszkańca, Gazety Bankowej, Uważam Rze, magazynu Żyj Zdrowo i Aktywnie. Przez pięć ostatnich lat prowadziła dziennikarskiego bloga, który po ogólnopolskim sukcesie reportażu „Wyzysk Polski” przekształciła w niezależny magazyn reporterski Szpalta. Borowiecka jest także autorką scenariuszy sztuk teatralnych „Emigrantka” i „Szeptem do mnie mów”. Ma na swoim koncie powieść napisaną w wieku dwudziestu lat „Przypadek Agaty W.”