FRANKOWICZÓW WOJNY UTAJONE

Autor: data: 19 Styczeń, 2016 Opinie

Nie wleziesz człowiekowi do wyra i nie zapytasz, dlaczego popełnił ciche samobójstwo z przesuniętą w czasie datą. A szkoda, bo gdybyś wlazł, wiedziałbyś dalece więcej, niż to, co mówią media.

20160119_113528

Świat dla tych ludzi dzieli się na „przed” i „po”. Świat dla tych ludzi skończył się wbrew pozorom dużo wcześniej, niż skok waluty szwajcarskiej na ponad cztery złote. Diabelska maszyna zadziałała z idealną precyzją, a wyroki, cyrografem potwierdzone, zapadły już w chwili, gdy zabrzęczały klucze do drzwi –tych nowych, lśniących, wyczekanych drzwi do kilkunastu czy kilkudziesięciu metrów luksusu własnego m4.

Od początku nie było łatwo. Trzeba było, z pomocą doradcy, czasem na podstawie samego mrugnięcia okiem dyrektora banku czy oddziału, pokombinować z dokumentami – lewe zaświadczenie, hipoteka pod zastaw, kredyt na firmę… ale przecież warto, no jasne, franki jak stały, tak stać będą, tej waluty nic nie ruszy.

Słynne są opowieści o tym, jak doradcy pomagali szwindlować mentalne poczucie, że kogo jak kogo, ale mnie to stać. Nawet jeśli na kredyt w złotówkach nie miałbym szans, ja, żona, dzieci, na franki możemy sobie pozwolić. Długoterminowa lokata, ot co. A matka? Matka siedzi z tyłu, może kredyt podżyrować, jasna sprawa. Teraz matka siedzi z tyłu, w kuchni i obiera ziemniaki, a my  u niej, z dziećmi, na walizkach, bo mieszkanie, drzwi, klamki, sto metrów szczęścia, zabrał komornik. Ach, gdyby tak jeszcze wtedy upadłość konsumencka. Gdyby tak bez bankowego tytułu egzekucyjnego…. ale co robić, kiedy tak to obliczyli, tak to w czasie rozciągnęli, żeby najsłabsze ogniwa zapłaciły za błąd wszystkich szybko i skutecznie. Ci co im chałupy zabrali, samochody, hipoteki, maszyny, biznesy, spłacili dług za siebie i trochę za innych. Wszystko stracili. Czy kto kazał? Czy zmuszał? Czy siłą do banku ciągnął? Swoją drogą, co banki na spreadzie i prowizjach chapsnęły, co uszczknęły, to już ich i z zębów nie wyjmiesz. Nie o tym zresztą mowa, albowiem inne zło czai się za rogiem, wyłazi z pieleszy, z walizek, z kartofli, co je matka w kuchni obiera, bo zaraz dzieci ze szkoły wrócą, a one przecież jeść muszą.

W tle, w zaciszu, w kuluarach, trwa wojna. Wojna frankowiczów. Nie z systemem, nie z dyktaturą kapitalistycznych bankowych systemów, bezwzględnych i bezprawnych, ale z samymi sobą. Żrą się frankowicze aż wióry lecą i co sprawniejszy umysł dobrze widzi, że tak się to skończyć musiało.

Pozwy zbiorowe to szalone apogeum prawniczej pychy. Nic im z tego. Tylko płacić trzeba, i to słono. Upadłość jak ogłoszą, zaraz chałupę stracą, a za nią wszystko inne. Odwoływać się do Strasburga można, ale to egzekucji nie zatrzyma.  A propozycja rządu, żeby wyrównać, żeby dodać, ująć, wyliczyć po złotych, nie frankach, no niby dobra, ale w sumie to nie. Bo co to za pomoc, co za pomoc diabelska, że się franka liczy od tych trzech złotych i dziewięćdziesięciu groszy. Liczyć trzeba od tych dwóch, dwóch do trzech, maksymalnie. No i weź się jeden z drugim, z tych stowarzyszeń Pro Futuris czy Stop Bankowemu Bezprawiu, w czoło rąbnij własną pięścią. Bo mnie, dajmy na to Danucie z Pcimia, mnie to nic nie da. I tak zabiorą, już zabrali. Wyrównywać nie chcemy, chcemy żeby anulowali, w całości anulowali, i na złote, polskie złote, nasze, prędko przeliczyli. A inni znowu mówią, że te Sadliki, te organizatory, to się władzy podlizują, tak, władzy nowej, i tylko sami układać by się chcieli, swój interes mając na względzie, nie ludzi, co ich banki okradły. I tak w koło. I tak dzień w dzień. Wystarczy na fora frankowiczów w Internet zajrzeć, wystarczy poczytać i aż się człowiekowi żyć odechciewa. I tak źle, i tak niedobrze. A matka? Matka siedzi z tyłu. Kredyt podżyrowała i ziemniaki na zupę skrobie.

Sandra Borowiecky to jedna z najważniejszych postaci dziennikarstwa młodego pokolenia. Kontrowersyjna, ironiczna, błyskotliwa autorka kilkuset reportaży i artykułów o tematyce społecznej i gospodarczej. W wieku 16 lat pracowała w Super Expressie, potem Radiu Kolor, telewizjach: TVN, TTV, TVN Turbo i Superstacja. Przez dziesięć lat pisała dla gazet lokalnych i ogólnopolskich: Mieszkańca, Gazety Bankowej, Uważam Rze, magazynu Żyj Zdrowo i Aktywnie. Przez pięć ostatnich lat prowadziła dziennikarskiego bloga, który po ogólnopolskim sukcesie reportażu „Wyzysk Polski” przekształciła w niezależny magazyn reporterski Szpalta. Borowiecka jest także autorką scenariuszy sztuk teatralnych „Emigrantka” i „Szeptem do mnie mów”. Ma na swoim koncie powieść napisaną w wieku dwudziestu lat „Przypadek Agaty W.”