DUŃCZYK KTÓRY MÓGŁBY BYĆ POLAKIEM I KAMIENICE WARTE MILIONY

Autor: data: 21 Sierpień, 2016 Opinie

W normalnym kraju, po wyjściu na jaw podobnej afery, prezydent miasta podałby się do dymisji jeszcze przed publikacją materiału śledczego dziennikarzy. Hanna Gronkiewicz - Waltz takiej decyzji nie podjęła do dziś. Pani Hanno, droga sąsiadko. Niech pani jutro z samego rana pójdzie do Ratusza, zbierze swoje manatki, i poda się do dymisji. Swojej kariery już pani nie ocali, ale zszargany wizerunek stolicy tego kraju jest jeszcze do uratowania.

Paac Kultury i Stare Miasto / Warsaw Architecture

Mamy do czynienia z największą aferą reprywatyzacyjną, jaka miała miejsce w kraju. Wszystko wskazuje na to, że artykuł w „Gazecie Wyborczej”, to dopiero początek wielkiego dziennikarskiego śledztwa.

Od kilku tygodni wśród mieszkańców Warszawy krąży dowcip – pokaż mi działkę, a ja znajdę na nią kwity. O bulwersującym procederze reprywatyzacyjnym w Warszawie plotki krążą od dawna, ale dopiero gdy Jan Śpiewak i stowarzyszenie Miasto Jest Nasze zabrali się do roboty, afera ujrzała światło dzienne, a nazwiska winnych zaczynają wychodzić na jaw.

O co chodzi? O pieniądze, miliony złotych, które warte są działki i kamienice w Warszawie, przejmowane przez kupców roszczeń za bezcen, by potem w majestacie prawa eksmitować mieszkańców i sprzedawać je na komercyjnym rynku za niebagatelne sumy.

KOMU KOMU BO IDĘ DO DOMU!

Kto pamięta niedawną aferę ośmiorniczkową, niech lepiej przełknie ślinę i zaciśnie zęby, bo ta którą opisują dziennikarze śledczy „Gazety Wyborczej”, przewyższa ją i perfidią, i sprytem jej autorów. Artykuł na rozkładówce stołecznego dodatku zatytułowany „Reprywatyzacja Po Warszawsku Komu Działkę” (wydanie weekendowe 20-21 sierpnia), odsłania kulisy nieprawdopodobnej wręcz buty, chamstwa i wykorzystywania kruczków prawnych do osiągania korzyści majątkowych, a zamieszani w sprawę są znani prawnicy, w tym dziekan okręgowej rady adwokackiej Grzegorz Majewski. Nie ma co udawać, że dziwnym trafem w całej sprawie sporą rolę odgrywają też urzędnicy Biura Gospodarki Nieruchomościami, podległego Urzędowi Miasta. Proceder trwa od lat, ale dopiero dziś (sic!), media zaczynają się nim zajmować na poważnie. I aż trudno nie zapytać – czy to przypadek, że akurat Gazeta Wyborcza opisuje sprawę?

20160821_100758

Miliony złotych odszkodowań, nieistniejący spadkobiercy i reaktywacje przedwojennych spółek, by odzyskać ich nieruchomości i działki. Do czego jeszcze są w stanie posunąć się handlarze roszczeń, by zbić majątek na cudzej własności?

NIEZALEŻNOŚĆ W CENIE ZALEŻNOŚCI?

Z Wyborczą jest trochę jak z tostem – na zimno czuć że nieświeży, na gorąco, posmarowany grubą warstwą masła, odzyskuje smak. Afera reprywatyzacyjna to jest właśnie masło, świeżutkie, rozlewające się po przypieczonym toście. Można ugryźć i rozkoszować się smakiem, ale należałoby udawać idiotę, by nie widzieć, że Wyborcza, nieświeża, z dość nadwyrężoną w ostatnim czasie reputacją, kojarzona raczej ze środowiskiem lewicowym, zyskała dzięki artykułowi o reprywatyzacji szansę na odzyskanie zaufania sporej części czytelników z prawej strony sceny, którzy – mówiąc wprost – nie uważają jej za niezależne media. Dzięki publikacji tekstu o kulisach reprywatyzacji, Gazeta Wyborcza sporo zyskuje. I dobrze obstawiają jej naczelni, widocznie wyczuwając, że to dopiero początek wielkiej sprawy, w której wygrają ci, którzy w porę ustawią się po właściwej stronie barykady. Tyle, że przed „niezależnymi” dziennikarzami, jest jeszcze jeden, powiązany, i dużo bardziej niewygodny temat związany z handlem roszczeniami.

KADISZ ZA MILION DOLARÓW

O reprywatyzacji w Warszawie można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że przebiega uczciwie. Ale nie miejmy złudzeń, rozprawianie się z dekretem Bieruta to nie jedyna bolączka stolicy, i nie tylko jej. W 2013 roku dziennikarz śledczy, mój były szef Wojciech Surmacz, w artykule „Kadisz za Milion Dolarów”, opisał proceder restytucji mienia żydowskiego, ale sprawie szybko ukręcono łeb. A przecież, jej przebieg, sposób odzyskiwania kamienic, działek w Warszawie i innych miastach, jest łudząco podobny do tego, co opisuje w swoim artykule Wyborcza. Można śmiało powiedzieć, że jedna i druga sprawa są dość mocno powiązane, i tak samo niewygodne dla elit. Co zrobi Wyborcza? No, jeśli jest niezależna, to chyba odpowiedź narzuca się sama.

HANKO, ODEJDŹ!

Na koniec mam do powiedzenia jedno. Pani Hanno, droga sąsiadko. Oczekuję, że w najbliższych dniach poda się pani do dymisji. Nie ma innej drogi, żeby choć trochę złagodzić wstyd, jaki przyniosła pani miastu. Absurdalne tłumaczenia, zawarte w treści artykułu, w których zasłania się pani kruczkami prawnymi, tylko pogrążają pani wiarygodność. Nic nie ukryje faktu, że to pani stoi na czele Urzędu Miasta, który to urząd, przymykał oczy, wypaczał fakty, manipulował dokumentacją. I nieżyjący Duńczyk, który mógłby być Polakiem, już pani nie uratuje.

Sandra Borowiecky to jedna z najważniejszych postaci dziennikarstwa młodego pokolenia. Kontrowersyjna, ironiczna, błyskotliwa autorka kilkuset reportaży i artykułów o tematyce społecznej i gospodarczej. W wieku 16 lat pracowała w Super Expressie, potem Radiu Kolor, telewizjach: TVN, TTV, TVN Turbo i Superstacja. Przez dziesięć lat pisała dla gazet lokalnych i ogólnopolskich: Mieszkańca, Gazety Bankowej, Uważam Rze, magazynu Żyj Zdrowo i Aktywnie. Przez pięć ostatnich lat prowadziła dziennikarskiego bloga, który po ogólnopolskim sukcesie reportażu „Wyzysk Polski” przekształciła w niezależny magazyn reporterski Szpalta. Borowiecka jest także autorką scenariuszy sztuk teatralnych „Emigrantka” i „Szeptem do mnie mów”. Ma na swoim koncie powieść napisaną w wieku dwudziestu lat „Przypadek Agaty W.”