BRZEMIĘ OJCA SWEGO I MATKI. OSTRO O TYM JAK POLACY NIENAWIDZĄ BLIŹNICH Z TECZKAMI

Autor: data: 11 Marzec, 2016 Opinie

Oto dożyliśmy czasów, kiedy niespełniona baśń o demokracji, niekonsekwencja i brak rozliczenia z przeszłością, zjadają swoje dzieci, utuczone na krwawicy TW Bolków i agentury ich własnych rodziców.

Francisco_de_Goya,_Saturno_devorando_a_su_hijo_(1819-1823)

Francisco Goya „Saturn pożerający własne dzieci”, źródło Wikipiedia

Mój naród, moja ziemia, moi ojcowie, z dnia na dzień, z ofiar stali się katami.

Czy Saturn pożerający własne dzieci mlaskał w trakcie krwiożerczej czynności? Czy ssał kości aż do szpiku, czy pożerał jedynie co smakowitsze kąski, rozkoszując się skrzypieniem pękających ścięgien? Skoro nieznośna jest dla współczesnych sama myśl o tym, by zjadać własne dzieci, czemu więc robią coś równie obrzydliwego? Czym w oczach młodego człowieka ma różnić się domniemany PRL-owski agent od swoich ofiar, które dziś stają w ramię w ramię z oprawcami?

Opuściwszy Polskę na znak niepokoju, na znak frustracji i zawodu dyskursem publicznej debaty, czuję się jak mitologiczny syn Saturna, którego własny ojciec pożera niczym jagnię. Mój naród, moja ziemia, moi ojcowie, z dnia na dzień, z ofiar stali się katami. Nie godzę się na to i nie zgadzam, by znów konsekwencje miały dotknąć mojego, dokładnie mojego pokolenia.

Dlaczego nas, młode pokolenie, znów ma dotykać nierozliczone, niespełnione, niewypowiedziane i utajone, przykryte warstwą kurzu i kłamstw, uproszczeń i zacierania rys na szybach, za którymi kryje się mrok?

Tu, w Monachium, żyją potomkowie SS- manów. Potomkowie nazistów. Jak żywe stoją przede mną obrazy wystąpień Hitlera, jak żywy jest plac, na którym wygłaszał swoje przemówienia. I kiedy stoję w ten zimowy poranek, na Wzgórzu Olimpijskim, to żal i smutek, i gorycz, i smak zawodu, stają mi gulą w gardle. Dlaczego znowu my? Dlaczego nas, młode pokolenie, znów ma dotykać nierozliczone, niespełnione, niewypowiedziane i utajone, przykryte warstwą kurzu i kłamstw, uproszczeń i zacierania rys na szybach, za którymi kryje się mrok? Dlaczego, skoro tu, w mieście Hitlera, nikt nikogo nie wini za przeszłość, wielekroć gorszą, wielekroć straszliwszą, niż ta nasza, teczkowa, brudna i skisła, zatajona na nasze własne, niewypowiedziane na głos życzenie, brzmiące „niech milczy przeszłość, bowiem przyszłość nie do niej należy”?

Wilki, wszędzie wilki. Wszędzie smród gnijącego mięsa. I krew.

Wstyd mi, za – tu proszę wybaczyć radykalizm – moje pochodzenie. Wstyd mi za „nocną zmianę”, za utajonego i przemilczanego Bolka, za jawnych agentów z dobrej zmiany i masakrę w Stoczni. Wstyd mi, ale mocniej serce krwawi, kiedy widzę naród, co z roli ofiary, w dzień potrafi przybrać szmaty kata z obozu zagłady i z dumą się z tym obnosić.

Milczcie! Wy, którzy nie umieliście wprowadzić ładu, kiedy był na to czas. Milczcie, żeby moje pokolenie nie musiało się wstydzić za echo waszych głosów, które roznosi się po świecie. Wilki, wszędzie wilki. Wszędzie smród gnijącego mięsa. I krew. Nie ofiar, ale katów, buzująca i zła, gęsta i wrząca, jakby nagle Saturn zszedł z obrazu, trzymając w rękach fragmenty ciała syna.

Sandra Borowiecky to jedna z najważniejszych postaci dziennikarstwa młodego pokolenia. Kontrowersyjna, ironiczna, błyskotliwa autorka kilkuset reportaży i artykułów o tematyce społecznej i gospodarczej. W wieku 16 lat pracowała w Super Expressie, potem Radiu Kolor, telewizjach: TVN, TTV, TVN Turbo i Superstacja. Przez dziesięć lat pisała dla gazet lokalnych i ogólnopolskich: Mieszkańca, Gazety Bankowej, Uważam Rze, magazynu Żyj Zdrowo i Aktywnie. Przez pięć ostatnich lat prowadziła dziennikarskiego bloga, który po ogólnopolskim sukcesie reportażu „Wyzysk Polski” przekształciła w niezależny magazyn reporterski Szpalta. Borowiecka jest także autorką scenariuszy sztuk teatralnych „Emigrantka” i „Szeptem do mnie mów”. Ma na swoim koncie powieść napisaną w wieku dwudziestu lat „Przypadek Agaty W.”