BIAŁA RIKA

Autor: data: 12 Lipiec, 2016 Special

Od dziś czas dzielę na przed Białą Riką i po. Nigdy wcześniej, po przeczytaniu żadnej książki, nie czułam się tak rozczarowana. Coś jakby glizda wlazło mi w głowę, i nie chce wyleźć, jakby postać Dagmary wciąż była mi coś winna.

20160711_222240

Książka w najlepszym razie powinna trafić do ponownej recenzji, napisał Cieślik. Cieślik napisał, a ja pomyślałam, o rany, ale jej się dostało, ale oberwała, no i dobrze jej tak, za to bywanie, ciągłe i nieustające, w towarzystwie, którego za samą jego głupią, nieuzasadnioną nieprzystępność nie znoszę szczerze.

Ja się nie muszę Państwu tłumaczyć, a jednak chcę. Nie muszę też opisywać, jak do tego doszło, że sięgnęłam po Białą Rikę, a jednak chcę. Nie mam obowiązku pisać, że wcześniej nie lubiłam Magdy Parys, a jednak czuję, że wypada być szczerym.

Z Magdą Parys wymieniłam dotąd kilka zdań. Nic szczególnego, proste formy, grzecznościowe, pełne dystansu, bo i Parys nie jest osobą, która rzuca się w budowanie relacji. Nie musi. Nie tego od niej oczekuję. Nie po to czytałam Białą Rikę.

Zaczęło się od fatalnej dla Parys recenzji autorstwa Krzysztofa Cieślika (Zawód Pisarka, Plus Minus wydanie weekendowe Rzeczpospolitej 25 – 26 czerwca).  Książka w najlepszym razie powinna trafić do ponownej recenzji, napisał Cieślik. Cieślik napisał, a ja pomyślałam, o rany, ale jej się dostało, ale oberwała, no i dobrze jej tak, za to bywanie, ciągłe i nieustające, w towarzystwie, którego za samą jego głupią, nieuzasadnioną nieprzystępność nie znoszę szczerze.  Pisałam z Parys na temat tej recenzji, ale obiecałam, że rozmowa zostaje między nami, i słowa zamierzam dotrzymać.

Po Białą Rikę sięgnęłam kilka dni później. Wpadłam do księgarni Moda Na Czytanie przy Brackiej 25, którą Państwu szczerze polecam, i złapałam ostatni egzemplarz. W autobusie, w tramwaju, w domu, w redakcji, na ulicy i przed snem, nad ranem i w każdej wolnej chwili, łącznie jakieś 5 godzin czytania, tyle zabrała mi Parys swoją książką. Twierdzę że zabrała, bo książki tak dobrej, tak wyjątkowej, tak wyśmienitej mimo swojego prostego stylu, nikt jeszcze mi nie zaoferował. Oczywiście obiecałam sobie, że napiszę, iż gdyby debiutant taką powieść popełnił, zostałby skrytykowany po całej linii, za wszystko, począwszy od wtrąceń redaktorki, przez przeskakiwanie Dagmary z okresu młodości na czasy, gdy już była dorosła, i jako niby komentator, opisywała dziecięcą rzeczywistość zaczynając od „ale tego nie mogłam jeszcze wiedzieć, bo…”.

20160711_223211

Dagmara siedzi we mnie, mimo że książkę przeczytałam kilka dni temu. I mam tak ogromny żal, tak wielkie rozczarowanie, które w całości kieruję do Parys – jak mogła pani dać tak okropne zakończenie?

Ale Parys jest Parys, i jak jest Parys, to się należy szacunek i już (bzdura, tak napisałam, żeby napisać, bo mi wolno). Byłabym dwa razy pod autobus wpadła, jeden raz zaspała, trzech tekstów nie napisała, gdyby nie to, że szybko udało mi się z Białą Riką uporać. Zakochałam się, bezwzględnie, platonicznie, w Dagmarze (chociaż skłonności mam raczej ku mężczyznom). Zakochałam się w babci Rice, w tramwajach, w Baśce co Dagmarę wyzywa na pojedynki, w Miłoszu co jest taka pierdoła, że aż strach, w mamie co przypomina Elizabeth Taylor (do której, troszku Parys też jest podobna) i w tym, że mama nie umie okazywać Dagmarze uczuć, ani przytuli, ani pogłaszcze, bo szkoda czasu (sama mam taką mamę, i wiem, ile to kosztuje).

Dagmara jest bohaterką wyjątkową. Mało kiedy w literaturze da się stworzyć postać, z którą czytelnik może się identyfikować do tego stopnia, że zatraca granice między książką a rzeczywistością. Dagmara siedzi we mnie, mimo że książkę przeczytałam kilka dni temu. I mam tak ogromny żal, tak wielkie rozczarowanie, które w całości kieruję do Parys – jak mogła pani dać tak okropne zakończenie? Po jaką jasną ciasną dawała pani komentarz autorski? To się nie godzi, nie ma we mnie zgody, na to, żeby kończyć w tak okropny sposób, że niby prawdziwe są tylko broszka i emocje. Wzywam panią do natychmiastowych wyjaśnień. I czekam na dalszy ciąg losów Dagmary, znaczy Magdy, tej, no, Parys, czy jak jej tam, bo jak mówi słynne powiedzenie, bujać to my, a nie nas.

Magdalena Parys, Biała Rika, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak 2016

DRODZY WYDAWCY

Drodzy Wydawcy! Dziękujemy Wam za ogromne zainteresowanie współpracą z magazynem Szpalta. Dziękujemy za propozycje książkowych nowości. Tytuły, nowe, stare, pokraczne, fatalne, znane i mniej znane, zdobywamy wyłącznie we własnym redakcyjnym zakresie, co oznacza, że nie przyjmujemy egzemplarzy recenzenckich i nie zależy nam na gratisach. To na czym nam zależy, to dobre książki, które warte są bezstronnej recenzji i polecenia lub krytyki. Serdecznie pozdrawiamy!

Sandra Borowiecky to jedna z najważniejszych postaci dziennikarstwa młodego pokolenia. Kontrowersyjna, ironiczna, błyskotliwa autorka kilkuset reportaży i artykułów o tematyce społecznej i gospodarczej. W wieku 16 lat pracowała w Super Expressie, potem Radiu Kolor, telewizjach: TVN, TTV, TVN Turbo i Superstacja. Przez dziesięć lat pisała dla gazet lokalnych i ogólnopolskich: Mieszkańca, Gazety Bankowej, Uważam Rze, magazynu Żyj Zdrowo i Aktywnie. Przez pięć ostatnich lat prowadziła dziennikarskiego bloga, który po ogólnopolskim sukcesie reportażu „Wyzysk Polski” przekształciła w niezależny magazyn reporterski Szpalta. Borowiecka jest także autorką scenariuszy sztuk teatralnych „Emigrantka” i „Szeptem do mnie mów”. Ma na swoim koncie powieść napisaną w wieku dwudziestu lat „Przypadek Agaty W.”