TO ZDARZYŁO SIĘ NAPRAWDĘ. AUTOBUS I ZAKONNICA

Autor: data: 23 Sierpień, 2015 Sytuacje

Kiedy w autobusie śmierdzi, a na dworze mróz i noc, trudno o uważną obecność. A jednak czasem warto rozejrzeć się wokół siebie. Można znaleźć coś ciekawego.

Autobus linii 520. Późny wieczór i księżyc otoczony gwiazdami. Zimno. We wsiadających uderza smród moczu, roznoszący się w nagrzanym powietrzu – niedawno wysiadł bezdomny.

O jego obecności, całkiem nieodległej, świadczy także fakt, że większość siedzeń z tyłu autobusu jest pusta, a nieliczni, którzy tu siedzą, przytykają do nosów chustki, kołnierze palt albo jesionek. Nic to. Da się wytrzymać, chyba. Niezależnie od przyjętej pozycji, smród wciąż jest trudny do zniesienia. Kobieta siada naprzeciwko drzwi. Wybrała miejsce przypadkiem, choć jak okaże się za chwilę, nie tak całkiem.

Próbując odwrócić swoją uwagę od gryzącego zapachu uryny, spogląda przez okno. W jego dolnym rogu, wetknięta w ciasną szczelinę pomiędzy szybą a ścianą autobusu, czeka na nią, zupełnie jakby niemożliwie, a jednak – fotografia. Czarno-biała, uwieczniająca uczestników wycieczki na tle autokaru. Stoją tuż obok skromnej drogi, całkiem niepozornej, pokrytej asfaltem. Nagie gałęzie drzew rosnących na poboczu wskazują swą marnością, że nadchodzi późna jesień. Pozującym do zdjęcia musiało więc być zimno, może tak jak jej, gdy stała chwilę temu na przystanku.

Tymczasem Oni, Ci, Tamci

Zakonnica, ksiądz, grupa kobiet w średnim wieku, jedno dziecko, którego płeć z daleka trudno rozpoznać. Uśmiechają się, ale czy do zdjęcia czy naprawdę, tego już się nie dowie, za późno o jakieś pięć minut albo czterdzieści lat. Tuż obok, całkiem nieopodal, przejeżdża samochód, niechcący stając się elementem tła na kilkadziesiąt lat do przodu. Miał dużo szczęścia, w końcu kiedyś samochody nie jeździły jeden za drugim wiejskimi drogami. Po prostu trafiła mu się okazja, by wskoczyć w zatrzymany czas, na wieczność i Amen. Kim są Ci? Czy zdjęcie zostawił tu bezdomny, chcąc raz na zawsze rozstać się z przeszłością, która jeszcze chwilę temu zapowiadała się inaczej, normalniej, a masz ci los zamieniła się w śmierdzące uryną przetrwanie, przetykane chwilami ciepła w autobusach takich jak ten, jak teraz, gdy jedzie nim kobieta?

Wyciąga niepewnie prawą dłoń. Waha się i nieco wstydzi. Poprawia apaszkę na szyi i nagle uświadamia sobie, że ta fotografia to czyjaś własność, opowieść, do której ona nie ma żadnego prawa. A co jeśli zabierając ją, niechcący pozwoli, by los właściciela stał się częścią jej losu?

On wysiadł. Ona jedzie.

Czy ma zabrać fotografię? Wyciąga niepewnie prawą dłoń. Waha się i nieco wstydzi. Poprawia apaszkę na szyi i nagle uświadamia sobie, że ta fotografia to czyjaś własność, opowieść, do której ona nie ma żadnego prawa. A co jeśli zabierając ją, niechcący pozwoli, by los właściciela stał się częścią jej losu?

O Boże!

Pozującym do zdjęcia musiało więc być zimno, może tak jak jej, gdy stała chwilę temu na przystanku.

Nie zabiera, niech tu zostanie, co ma być, to będzie…Świata nie zbawi. Wyjmuje z torby telefon komórkowy i cichutko robi nim zdjęcie. W końcu nie mogłaby tak po prostu wyjść i zapomnieć, jakby nic się nie stało, jakby ci ludzie z fotografii nie byli ważni, i on też, ten ktoś. Uciekając od zdziwionych spojrzeń pozostałych pasażerów, którzy nadal nie wiedzą, że tym autobusem jadą poza nimi także ludzie ze zdjęcia, ci co też jechali, wtedy, tam na drodze gdzieś między wsią jedną a drugą, miasteczkiem i miastem.

Nareszcie!

Wstaje wolno i kiedy autobus zatrzymuje się na przystanku, jej przystanku, tym co zawsze, wysiada. Po raz ostatni ogląda się w stronę szyby. Jest tam, czy jej nie ma? Fotografia, całkiem zwyczajna… Czy nie widzieliście mojej fotografii?

zaut

Sandra Borowiecky to jedna z najważniejszych postaci dziennikarstwa młodego pokolenia. Kontrowersyjna, ironiczna, błyskotliwa autorka kilkuset reportaży i artykułów o tematyce społecznej i gospodarczej. W wieku 16 lat pracowała w Super Expressie, potem Radiu Kolor, telewizjach: TVN, TTV, TVN Turbo i Superstacja. Przez dziesięć lat pisała dla gazet lokalnych i ogólnopolskich: Mieszkańca, Gazety Bankowej, Uważam Rze, magazynu Żyj Zdrowo i Aktywnie. Przez pięć ostatnich lat prowadziła dziennikarskiego bloga, który po ogólnopolskim sukcesie reportażu „Wyzysk Polski” przekształciła w niezależny magazyn reporterski Szpalta. Borowiecka jest także autorką scenariuszy sztuk teatralnych „Emigrantka” i „Szeptem do mnie mów”. Ma na swoim koncie powieść napisaną w wieku dwudziestu lat „Przypadek Agaty W.”