ABSURDY PROGRAMU 500+. CZY WIESZ ILE WPADNIE DO KASY SAMORZĄDÓW?

Autor: data: 7 Kwiecień, 2016 Sytuacje

Nie bronię Państwu zachwycać się ideą programu „Rodzina 500 Plus”, ale radzę ostudzić zapał, i spokojnie przeanalizować kilka nieprzyjemnych pytań. Mam ja tu swoje źródła, z których wynika, że nie wszystko jest tak różowe jak mówią Ministrowie, i sama Pani Premier.

rodzina 500+

Logo projektu „Rodzina 500 Plus” znają już chyba wszyscy. Ale czy wszyscy dokładnie poznali ustawę?

Na początek sprawa najważniejsza. Kto może dostać te pięćset złotych na pierwsze dziecko. Otóż już wiadomo, że spory problem będą mieli Ci, którzy otrzymują alimenty, ale nie są po oficjalnym ogłoszeniu rozwodu lub separacji. Absurd polega na tym, że jeśli – z przyczyn zasadnych, wpływających na dobro dziecka – drugie z rodziców nie mieszka we wspólnym gospodarstwie, i fakt ten jest urzędnikom znany, jednak nie ma na to „papierka”, dochód tego drugiego wlicza się do całości dochodu rodziny, i na załapanie się do programu nie ma już szans.  Śmieszne jest to, że – cytując wypowiedź pewnej urzędniczki OPS  – w Urzędzie Wojewódzkim każą w takiej sytuacji pisać oświadczenie o prowadzeniu osobnych gospodarstw, zaś Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, mówi że dochód należy wliczać i basta. Kto więc ma rację?

Drugie pytanie, dotyczy terminu, w jakim można składać wnioski. Wszędzie podane jest, jakoby ostatnim dniem na składanie wniosków, którym przysługiwać będzie wyrównanie wypłat za kwiecień, maj i czerwiec, był 1 lipca, ale… no właśnie. Zgodnie z Kodeksem Postępowania Administracyjnego, sprawa ma się całkiem inaczej, i wychodzi na to, że ostatnim dniem jest 30 czerwca. I to jest kolejne, zasadnicze pytanie. Dość istotne i dla wnioskujących, i dla urzędników, bo przypomnieć należy, że odpowiedzialność za wypłaty w całości pozostaje właśnie po stronie samorządów. Jak urzędnicy w gminie dadzą wyrównanie za trzy miesiące, a ktoś potem uzna, że jednak dla wniosków z 1 lipca się nie należało, to jak państwo myślicie, kto za to odpowie, i kto będzie musiał zwrócić? No właśnie.

O tym, że ustawę wprowadzano w życie w pośpiechu, świadczą nie tylko piętrzące się pytania. Urzędnicy przyjmujący wnioski codziennie muszą składać raporty, które przesyłane są do Ministerstwa.

Trzecie pytanie, dotyka znów pierwszego, to znaczy, chodzi o pewien absurd związany z najstarszym dzieckiem. Jeśli ktoś ma dwoje dzieci, i teraz składa wniosek, a za dwa miesiące starsze z dzieci osiąga pełnoletniość, to drugie, przy założeniu że dochód na osobę to więcej niż 800 zł (co przy czteroosobowej rodzinie jest wręcz pewne), nawet jeśli potrzeby rodziny są spore, i ledwo wiążą koniec z końcem… traci świadczenie! Czy to logiczne, i, do cholery, gdzie tu sprawiedliwość?

Jeśli wziąć pod uwagę, że te pieniądze, tylko w tym roku, a mamy już kwiecień, zostaną podzielone pomiędzy jednostki zajmujące się realizacją projektu, nawet chcąc zachować obiektywizm, trzeba przyznać – samorządy czeka niezły zastrzyk gotówki.

Czwarte, najbardziej irytujące mnie jako reportera piętnującego nierówności społeczne, odnosi się do kwoty dochodu maksymalnego, jaki jest uznawany za barierę przy wnioskowaniu o świadczenie dla pierwszego dziecka (800 zł i 1200 przy niepełnosprawności). Bezrobotni mogą się ubiegać z marszu, dostaną na bank. Ale rodziny, które przekroczą próg o chociażby 2 złote (a takich przypadków jest sporo), tracą szanse. Absurd staje się tym większy, że najniższa krajowa to ok. 1355 zł netto miesięcznie. Kogo więc Ministerstwo chce wspierać? Biedne dzieci, rodziny walczące o przetrwanie, czy bezrobotnych i patologie społeczną, które stać na bezmyślne płodzenie kolejnych potomków?

A teraz jeszcze kilka faktów. Na pewno wiecie Państwo ile to jest 350 milionów złotych. Dużo, całkiem dużo. Jeśli wziąć pod uwagę, że te pieniądze, tylko w tym roku, a mamy już kwiecień, zostaną podzielone pomiędzy jednostki zajmujące się realizacją projektu, nawet chcąc zachować obiektywizm, trzeba przyznać – samorządy czeka niezły zastrzyk gotówki. Od pracowników jednego z OPS-ów w województwie Świętokrzyskim wiem, że rozdzielanie tej kwoty następuje wg. zasady 2% od całości kwoty, jaka zostanie wypłacona beneficjentom programu  – mówimy więc o sumach rzędu dziesiątek tysięcy złotych w skali miesiąca, a to i tak tylko kwoty dla mniejszych gmin. I jak wiem ze źródeł, trudno będzie sprawdzić, na co te pieniądze zostaną tak naprawdę wydane. Średnie pensje urzędników w gminach nie przekraczają 2 tys. złotych. Ile osób może być potrzebnych do wypłat świadczeń? Dwie? Trzy? Ile komputerów, biurek, szaf pancernych potrzeba, i to raz, a nie co miesiąc?

O tym, że ustawę wprowadzano w życie w pośpiechu, świadczą nie tylko piętrzące się pytania. Urzędnicy przyjmujący wnioski codziennie muszą składać raporty, które przesyłane są do Ministerstwa. Od pracowników pewnego OPS-u wiem, że  najważniejsze w tych raportach są dane dotyczące ilości wniosków jakie wpłynęły. Da się wyczuć nerwowość, z jaką te dane są analizowane. Pośpiech, wszędzie pośpiech. Do tego Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych, wydał na swojej stronie internetowej komunikat, z którego wynika, że od 1 kwietnia weszła w życie nowelizacja ustawy o ochronie danych osobowych, do której nie zastosowały się podmioty realizujące projekt 500+ (nie zdążyły, biorąc pod uwagę, zbieg terminów). Czy dane rodzin składających wnioski są zagrożone? Miejmy nadzieję, że nie.

I na koniec  – jeśli mimo szeregu pytań, uwag i nieścisłości, nadal chcecie Państwo wierzyć, że projekt był konsultowany, że nic nie działo się zbyt szybko, zbyt nerwowo, i naprawdę uwzględniono w nim uwagi ludzi, którzy na pomocy społecznej znają się od strony praktycznej, lepiej nie pytajcie, ile trwały konsultacje, ile czasu mieli pracownicy lokalnych ośrodków pomocy, żeby zaopiniować projekt ustawy. Nie pytajcie też, czy  ktokolwiek wziął ich zdanie pod uwagę. Szkoda, bo kiedy rozmawiałam z wieloma z nich, miałam poczucie, że ustawa byłaby znacznie lepsza, i znacznie bardziej odpowiadałaby realnej sytuacji.

Z rzeczy pocieszających, na własne oczy widziałam, że plakatów w Ośrodkach Pomocy Społecznej mają tyle, że mogliby całe wsie i miasteczka pooblepiać. Najbardziej podobają mi się koperty, w których list od Pani Premier Szydło, i karta, taka podobna jak do bankomatu, z autografem. No i jeszcze te spotkania informacyjne z Wójtami, Wojewodami. Gdyby jeszcze podać dokładne terminy, żebyśmy pustych nie musieli po wsi wieszać – zdradza pracownica OPS w miasteczku pod Kielcami.

Sandra Borowiecky to jedna z najważniejszych postaci dziennikarstwa młodego pokolenia. Kontrowersyjna, ironiczna, błyskotliwa autorka kilkuset reportaży i artykułów o tematyce społecznej i gospodarczej. W wieku 16 lat pracowała w Super Expressie, potem Radiu Kolor, telewizjach: TVN, TTV, TVN Turbo i Superstacja. Przez dziesięć lat pisała dla gazet lokalnych i ogólnopolskich: Mieszkańca, Gazety Bankowej, Uważam Rze, magazynu Żyj Zdrowo i Aktywnie. Przez pięć ostatnich lat prowadziła dziennikarskiego bloga, który po ogólnopolskim sukcesie reportażu „Wyzysk Polski” przekształciła w niezależny magazyn reporterski Szpalta. Borowiecka jest także autorką scenariuszy sztuk teatralnych „Emigrantka” i „Szeptem do mnie mów”. Ma na swoim koncie powieść napisaną w wieku dwudziestu lat „Przypadek Agaty W.”